25 sierpnia

Szampon w kostce- pierwsze wrażenia

Szampon w kostce- pierwsze wrażenia

Do tematu szamponu w kostce długo podchodziłam jak do jeża. Mimo, że często używam mydeł w kostce, to rozrzut opinii o takich szamponach od zachwytów po myślałam, że nigdy nie rozczeszę po tym włosów skutecznie odstraszał mnie od tematu. Ostatnio, podczas zakupów, zaszalałam i po prostu wrzuciłam kostkę szamponu bez zastanowienia do koszyka. Wiedziałam, że z każdą sekundą zastanawiania się szansa, że wreszcie ją wypróbuję maleje. Szampon przetestowałam w warunkach wyjazdowych, żeby nie kusiło mnie używanie innych, płynnych szamponów zamiennie... i jestem pozytywnie zaskoczona! Tak jak nie przepadam za naturalnymi szamponami, czy raczej tymi bez silikonów i sl(e)s, bo mam po nich efekt matowego siana, tak o dziwo całkiem polubiłam się z szamponem w kostce. Przyznaję, że zawsze stosowałam go z odżywką, bo jednak jest to produkt z gatunku tych, które zostawiają skrzypiące włosy. Mimo to, po wyschnięciu włosy wyglądają zdrowo i błyszcząco, nie ma efektu matowej szopy, czy też przyklapniętych strąków. Jeśli chodzi o używanie to przyznaję, że jest mniej wygodny, bo jednak trzeba trochę namydlić tej piany, którą nakłada się na włosy. I to chyba na razie główny powód, dla którego ciężko mi zupełnie zrezygnować z szamponów w płynie. Także wyjazdowo- bardzo polecam, domowo- kwestia bardzo indywidualna. Chociaż ilość plastikowych butelek wyrzucanych przy sprzątaniu łazienki zdecydowanie zachęca do spróbowania czegoś bardziej ekologicznego.

Celowo nie pisałam od początku o konkretnym produkcie, bo jest to mój pierwszy taki szampon, nie mam porównania z innymi i bardziej niż polecać konkretny kosmetyk chcę polecić samą ideę. Gdyby jednak kogoś interesowało to wybrałam Nature Box Szampoo bar with almond oil, ale chętnie poczytam Wasze polecenia i doświadczenia w tym temacie:)







P.S. Wiecie że są też odżywki do włosów w kostce?

25 czerwca

Mydła- tradycyjne receptury cenione i dziś

Mydła- tradycyjne receptury cenione i dziś
Mydła w kostce kojarzą mi się z dzieciństwem. W dzisiejszych czasach rynek zdominowały żele do mycia i tzw. "mydła w płynie" (które niewiele mają wspólnego z prawdziwym mydłem). Sama przez wiele lat unikałam mydeł wierząc w powszechne zapewnienia, że ich zasadowe pH nie wpływa dobrze na skórę. Z drugiej strony producenci mydeł (zwłaszcza tych naturalnych) zapewniają jednak, że po kąpieli pH skóry bardzo szybko wraca do normy i bardziej niż mydło może nam zaszkodzić  wysuszający, syntetyczny detergent. Co mogę powiedzieć na ten temat dzisiaj? Nie wiem kto ma rację, ale moja skóra wcale nie reaguje źle na mydła. Odkąd zaczęłam je zabierać ze względów praktycznych na wakacje (jedna kostka, którą można się umyć, umyć włosy i jeszcze zrobić pranie! A do tego nie ma z nią problemu przy limitach na bagaż podręczny), to jakoś tak je polubiłam. Dzisiaj chciałabym napisać kilka słów o mydłach, które od lat produkowane są w tradycyjny sposób w różnych zakątkach świata.

1. Mydło marsylskie



Zdjęcie: Artiom Vallat on Unsplash


Ten jeden z bardziej znanych francuskich kosmetyków wytwarzany jest od wieków na południu Francji (Marsylia, okolice Doliny Rodanu i Prowansja). Tradycyjnie w składzie powinna być oliwa z oliwek, jednak obecnie często łączona jest lub zastępowana innymi olejami. Przyjęło się, że mydło to powinno zawierać 72% olejów roślinnych (oliwa z oliwek, olej kokosowy, palmowy, arganowy i inne), ług sodowy (ewentualnie ług potasowy), sól morską, wodę i glicerynę. Czasami skład wzbogacany jest o dodatki zapachowe i pielęgnacyjne, choć najbardziej klasycznym kosmetykiem jest kostka 300g wyprodukowana z oliwy z oliwek. W składzie nie powinno być takich dodatków jak parabeny, glikole, czy pochodne ropy naftowej (na przykład wazelina). Oryginalne mydło marsylskie jest produktem wegańskim, nie jest testowane na zwierzętach i jest bezpieczne dla środowiska (biodegradowalne).



Zdjęcie: Roberta Sorge na Unsplash


Co sprawia, że ta zwykła kostka mydła wciąż jest popularna?

Jej cechą charakterystyczną jest uniwersalność. Nadaje się do mycia rąk, twarzy, całego ciała, może zastępować szampon do włosów. Tutaj z mojego doświadczenia- to wszystko prawda, ale jeśli chodzi o mycie włosów to samo mydło nadaje się do tego na krótką metę, na przykład na wakacjach. Jeśli miałabym zastąpić nim zupełnie szampony to musiałabym dołączyć do niego kwaśne płukanki, które lepiej wypłukują produkt. Mydło to wykorzystywane jest również w gospodarstwie domowym do prania i odplamiania, czyszczenia i sprzątania. Podobno można nim również myć sierść zwierząt (ale tego nie próbowałam, więc nie mogę Wam polecać).



2. Mydło z Aleppo


Zdjęcie: Eugenio Cuppone z Pixabay

Mydło z Aleppo przenosi nas co najmniej do czasów starożytnych. Wytwarzane od tysięcy lat w syryjskim mieście Aleppo mydło to cenione jest za antybakteryjne działanie. Sposób jego wytwarzania należy do najstarszych i najprostszych metod produkcji. Mydło przygotowuje się w wielkich kotłach, gdzie miesza się ze sobą oliwę z oliwek i ług sodowy. W kolejnym etapie dodawany jest olej laurowy i to on odpowiada właśnie za działanie antybakteryjne i lecznicze mydła z Aleppo. Po przepłukaniu i uformowaniu kostek- leżakują one przez dziewięć miesięcy w gorącym, pustynnym klimacie. Produkt końcowy może zawierać różne stężenie oleju laurowego- im wyższe tym mydło bardziej wysusza i ściąga skórę, co należy wziąć pod uwagę przy wyborze produktu. Przyznam szczerze, że nie miałam jeszcze okazji używać tego mydła, ale bazując na znalezionych wskazówkach produkty o stężeniu oleju laurowego do 20% są odpowiednie do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, natomiast o wyższym stężeniu można stosować przy problemach skórnych, trądziku, stanach zapalnych. Zawsze jednak należy ostrożnie zwiększać stężenie, by uniknąć ewentualnych podrażnień skóry. Produkty o bardzo wysokim stężeniu oleju laurowego ( nawet 70%) mają zastosowanie jako środek do prania (i tutaj przydaje się działanie antybakteryjne oleju laurowego).

3. Mydło kastylijskie


W wersji w płynie to ostatnio mój ulubieniec. Choć oczywiście oryginalne jest w formie kostki. Pochodzi z hiszpańskiego regionu- Kastylii i podobno powstało jako inspiracja mydłem z Aleppo. Delikatne, biodegradowalne, powstaje wyłącznie z oliwy z oliwek i ługu sodowego. Dzięki temu, że nie zawiera dodatków nadaje się nawet do opryskiwania roślin przeciw mszycom i mrówkom. Podobnie jak mydło marsylskie jest niezwykle uniwersalne, można stosować je do higieny osobistej, jak i również prania czy sprzątania. W przypadku sprzątania jego działanie można jeszcze uzupełnić dodając antybakteryjne olejki eteryczne, na przykład z drzewa herbacianego lub lawendowy. Czytałam również, że jest nawet rekomendowane do pielęgnacji delikatnej skóry niemowląt, ale nie próbowałam, więc w tak delikatnej materii nie mogę Wam polecać :)

Mydło kastylijskie jest chyba trochę mniej znane niż marsylskie, ale warto je wypróbować.

4. Czarne mydło afrykańskie dudu Osun


Moim zdaniem najbardziej "egzotyczny" produkt z wymienionych. To mydło do zadań specjalnych. Co ciekawe byłam zaskoczona, że jest dostępne stacjonarnie w Rossmannie. Wytwarzane ręcznie w Nigerii. Nadaje się do pielęgnacji cery problematycznej i wrażliwej, ale też do demakijażu (za wyjątkiem demakijażu oczu!). Ma działanie peelingujące. Skład jest dość ciekawy i bogaty w porównaniu do innych tego typu produktów, ale wciąż naturalny:

miód, masło shea, sproszkowane afrykańskie drzewo sandałowe Osun, olej palmowy, palone strąki drzewa kakaowego, palone liście palmy, aloes, sok z limonki, woda, aromat

Zdjęcie: Ashley Pomeroy / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)

5. Savon noir- czarne mydło

Jedyne mydło w tym zestawieniu, które tradycyjnie nie ma formy kostki. Również pochodzi z Afryki, z obszarów Maroka. Do produkcji oprócz oleju z oliwek i ługu potasowego używa się również czarnych oliwek. Mydło to wygląda trochę jak pasta, trochę jak żel. Podobnie jak dudu osun wykazuje działanie oczyszczające i delikatnie złuszczające. Nie miałam okazji go stosować.

6. Szare mydło

Teraz pora wrócić z tych egzotycznych zakątków i do tego trochę cofnąć się w czasie. Historia najbardziej popularnego w okresie PRL-u mydła w Polsce rozpoczęła się w 1921 roku. Pierwotnie mydło to było miękkim mydłem potasowym, obecnie jest to mydło sodowe pozbawione barwników i substancji zapachowych. Produkowane pod marką "Biały Jeleń" przez firmę POLLENA Ostrzeszów oraz jako "Szare mydło" przez firmę Barwa. Oprócz formy tradycyjnej występuje też w płynie (i taką wersję z Barwy lubię najbardziej). Jest hipoalergiczne, może być stosowane również w celach gospodarczych. Warto dodać, że różnica pomiędzy produktami POLLENY a Barwy jest taka, że te pierwsze tworzone są na bazie łoju zwierzęcego (tak jak tradycyjne mydło szare) i tłuszczy roślinnych , natomiast produkty Barwy są wegańskie i bazują wyłącznie na tłuszczach roślinnych.


 "Szare mydło" w płynie to zdecydowanie nie jest klasyka gatunku, ale sprawdza się u nas lepiej niż oryginał.

7. Mydło galasowe



Nie wiem czy używacie tzw. "mydełek odplamiających"- to właśnie w większości mydła galasowe. U mnie sprawdzają się bardzo dobrze- chyba nie ma plamy, której nie udałoby mi się usunąć za pomocą tego małego, niepozornego produktu. Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się, co właściwie zawierają i czemu akurat w usuwaniu plam sprawdzają się znacznie lepiej niż inne naturalne mydła. Dopiero przygotowując ten wpis zaczęłam przeszukiwać Internet w poszukiwaniu informacji na jego temat... i przyznam, że chyba wolałam nie wiedzieć dokładnie jaka jest jego receptura. Okazuje się, bowiem, że tym "magicznym" składnikiem, który odpowiada za właściwości odplamiające jest... żółć. Co ciekawe, gdy natknęłam się na takie informacje, postanowiłam to sprawdzić wyszukując składy mydełek, które znam. I na przykład producent znanego mi mydełka Dr Reiner ("POLLENA" Ostrzeszów) w składzie zamieszczonym na stronie internetowej umieścił składnik: "substancja wspomagająca usuwanie plam"- bez dokładnego wyszczególniania. Ale już na stronie internetowej Rossmanna przy mydełku Domol taka informacja jest.




Jak jest u Was w łazienkach? Czy królują żele pod prysznic czy jednak używacie też mydeł w kostkach? Ja ostatnio jestem team mydło w kostce, więc podzielcie się w komentarzu sprawdzonymi produktami- niekoniecznie tymi "tradycyjnymi" ;)




Źródła:
https://www.marsylskie.pl/pl/c/MYDLA-MARSYLSKIE/59
https://www.ekologia.pl/kobieta/uroda/mydlo-marsylskie-wlasciwosci-sklad-i-zastosowanie-mydla-marsylskiego,24590.html
https://www.marsylskie.pl/pl/c/MYDLA-Z-ALEPPO/62
https://www.ekologia.pl/kobieta/uroda/mydlo-z-aleppo-dla-cery-z-problemami-i-tradzikiem-mydlo-aleppo-jakie-wybrac,22513.html
https://www.ekologia.pl/kobieta/uroda/mydlo-kastylijskie-wlasciwosci-sklad-i-zastosowanie-mydla-kastylijskiego,24450.html
https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,16148960,Dudu_Osun___czarne_mydlo_z_Afryki.html?disableRedirects=true
aptekagemini.pl/poradnik/uroda/savon-noir-wlasciwosci-czarnego-mydla/
https://biotechnologia.pl/kosmetologia/szare-mydlo-produkt-o-wielu-zastosowaniach,17307
https://pollena.com.pl/blog/sprawdz-co-nowego-u-nas/kultowe-mydlo-bialy-jelen
https://sklep.barwa.com.pl/
https://www.rossmann.pl/Produkt/Odplamiacze-i-wybielacze/domol-mydlo-odplamiajace-100-g,268698,8329


19 kwietnia

Marka, którą warto poznać- flagolie

Marka, którą warto poznać- flagolie
Tegoroczna Wielkanoc była zupełnie inna- przeżywana duchowo w domu i bez spotkań rodzinnych. Myślę, że wiele z Was stanęło przed trudnym zadaniem zorganizowania po raz pierwszy Świąt. Tak też było i w naszym przypadku, bo zrezygnowaliśmy z wyjazdu do Rodziców. Muszę przyznać, że siedzenie w domu na "narodowej kwarantannie" sprawiło, że kompletnie straciłam rachubę czasu i Wielkanoc omal mnie nie zaskoczyła :)

Jedną z rzeczy ogarnianych na ostatnią chwilę były dekoracje na nasz wielkanocny stół. Ważnym elementem jest świeca- jako symbol Światłości Świata. Ale bez względu na to, czy stawiamy świecę na stole w celu dekoracyjnym, czy też symbolicznym warto, by była ona dobrej jakości- ładnie się paliła i nie zawierała zbędnych, szkodliwych dodatków. Chciałam, żeby była to świeca z wosku sojowego, ale w tradycyjnej formie walca, a nie zapachowa w szkle, jakich jest teraz najwięcej. I tak trafiłam na stronę flagolie, na której znalazłam dokładnie to, czego szukałam. Zamówiłam dwie świece naturalne sojowe bezzapachowe i jakież było moje zdziwienie, gdy otwierając przesyłkę znalazłam tam dodatkowo malutką świecę zapachową w szkle :) Już myślałam, że dodałam ją do koszyka przez pomyłkę, ale okazało się, że to taki miły dodatek od firmy, bo nie znalazłam jej w swoim zamówieniu :)





Jak już kiedyś pisałam w poście o świecach- świece sojowe palą się dłużej niż parafinowe, wosk sojowy jest bardziej przyjazny dla środowiska. Moja świeca chociaż na początku paliła się lekko nierówno to teraz już praktycznie tego nie widać. Bardzo polecam te świece, jeśli szukacie alternatywy dla parafiny, ale w takiej właśnie klasycznej formie.



Co do niespodzianki, którą wysłał mi producent. To świeca o nazwie IRRESISTIBLE, czyli nieodparty. Na stronie producenta tak jest opisana:

To zapach obok, którego nie sposób przejść obojętnie. Mocny, intensywny zapach, w którym wyczujesz drewno sandałowe, wanilię jako bazę świecy, którą przełamaliśmy kwiatowymi esencjami róży, jaśminu i odświeżyliśmy dodając limonkę, mandarynkę i cyprys. IRRESISTIBLE to propozycja świecy sojowej dla osób, które lubią orzeźwiające, świeże tony połączone ze słodyczą, subtelnością drewna sandałowego.



Ja jeszcze nie miałam okazji jej zapalać, ale nawet niezapalona przyciąga uwagę swoim zapachem, który mi osobiście, nie wiem dlaczego, ale bardzo mocno kojarzy się z Hiszpanią, takim hiszpańskim domem :) Jest intrygujący, nieprzesłodzony, przyciąga uwagę. Polecam zajrzeć na stronę flagolie, może znajdziecie tam coś dla siebie.

Miłego dnia!


05 kwietnia

DIY- Domowa maska regenerująca do dłoni ze składników, które prawdopodobnie macie w kuchni

DIY- Domowa maska regenerująca do dłoni ze składników, które prawdopodobnie macie w kuchni
Częste mycie rąk nie najlepiej wpływa na wygląd i stan skóry dłoni. Nie wiem jak u Was, ale moje dłonie w ostatnim czasie są bardzo, bardzo przesuszone i podrażnione. Nie zawsze mamy możliwość nałożenia kremu (choć teoretycznie powinno się to robić po każdym myciu), więc warto raz na jakiś czas nałożyć na nie coś odżywczego na dłuższą chwilę. Dzisiejszy przepis jest bardzo prosty, wszystkie składniki znalazłam w kuchni. Niech to będzie mała inspiracja do tworzenia receptur z tego, co mamy w domu. Nie zawsze od razu trzeba biec do sklepu :) Bohaterem dzisiejszego przepisu jest siemię lniane.

Regenerująca maseczka do dłoni na bazie kisielu z siemienia lnianego

Składniki:

  • 2 łyżeczki siemienia lnianego
  • 1 szklanka wody
  • 1 łyżeczka oliwy z oliwek (lub innego oleju który mamy w domu; dodałam olej z pestek winogron)
  • 1 łyżeczka miodu

Opcjonalnie można dodać 2-3 krople wit. E, odrobinę ulubionego hydrolatu (ja dodałam różanego, ale może być też na przykład lipowy, bławatkowy, czy każdy inny o działaniu nawilżającym, łagodzącym).


Przygotowanie żelu z siemienia lnianego

1 łyżeczkę nasion lnu zalewamy 0,5 szklanki wody i gotujemy na niedużym ogniu około 8-10 minut od zagotowania. Im dłużej gotujemy tym konsystencja żelu bardziej kleista. Po tym czasie gorący ekstrakt odcedzamy i pozostawiamy do wystudzenia.




Około 2 łyżki przestudzonego żelu (mniej więcej tyle, konsystencja utrudnia dokładne odmierzanie) mieszamy z resztą składników i nakładamy na dłonie. Dłonie owijamy folią/ woreczkiem foliowym (tak, nie jest to bardzo eko rozwiązanie, ale nie mam pomysłu co zamiast folii? może ewentualnie bawełniana, cienka ściereczka?) i pozostawiamy na 15- 20 minut. Po tym czasie wmasowujemy maskę w dłonie, a nadmiar delikatnie spłukujemy wodą, bo zawarty w przepisie miód sprawia, że dłonie niestety się kleją. Najlepiej użyć wody przegotowanej, ale nie jest to konieczne. Dokładnie, ale delikatnie wycieramy ręce do sucha. Zamiast nakładać maskę na dłonie możemy ewentualnie zanurzyć je w miseczce z kosmetykiem.


Na zdjęciu poniżej stan mojej skóry przed nałożeniem maski,

a tutaj już efekt po.


Skóra na moich dłoniach jest naprawdę w kiepskiej formie. Po 15 minutach zauważyłam przede wszystkim złagodzenie podrażnień i zaczerwienia. Skóra stała się bardziej miękka. Jednorazowe nałożenie na pewno nie wystarczy, by nawilżyć bardzo suche dłonie, ale widocznie poprawia ich wygląd. Ilość ugotowanego kisielu z siemienia jest wystarczająca, żeby powtórzyć aplikację. Należy przechowywać go w lodówce i zużyć w ciągu kilku dni. Podobno dobrze działa też jako odżywka do włosów, ale tego jeszcze nie sprawdzałam :) 

27 stycznia

Marka, którą warto poznać- hagi cosmetics

Marka, którą warto poznać- hagi cosmetics


Pierwsze moje zetknięcie z produktami tej firmy to kupiony z myślą o wakacjach multikrem wakacje na Bali. Minimalistyczna szata graficzna, intrygująca nazwa i chwilę później krem był mój. Sprawdził się idealnie podczas wakacji z plecakiem w górach i nad morzem. Do twarzy i do ciała. Dla mnie i Męża. Skończył się idealnie tuż przed powrotem. Prosty skład, delikatny zapach, lekka konsystencja, wygodne, poręczne opakowanie. Mój wakacyjny ulubieniec.
źródło: hagi.com.pl

Kolejnym produktem, po który sięgnęłam był balsam do ciała z olejem konopnym i masłem cupuacu. Co mogę powiedzieć o tym produkcie? Na pewno nie jest to taki mój ulubieniec jak balsam od Resibo. Produkt jest raczej lekki- nawilża, ale nie natłuszcza. Wydaje mi się, że lepiej sprawdzi się latem. Minusem jest opakowanie z pompką. Końcówkę produktu ciężko wydobyć z opakowania, co przy niewielkiej pojemności (200ml) jest sporą stratą.


Ostatnio skusiłam się na kostkę mydła z olejem z wiesiołka. Dobrze mi się go używało, choć dość szybko się skończyło. Być może wrócę jeszcze do tego mydła, bo ostatnio polubiłam się z mydłami w kostce :)


Hagi to kosmetyki o bogatych, ciekawych składach i nienachalnych zapachach. Opakowane w proste, minimalistyczne opakowania. Można je przeoczyć na kolorowych sklepowych półkach. Ale to właśnie ich prostota i uniwersalność sprawia, że mam ochotę testować kolejne produkty. Polecam wypróbować, zwłaszcza fankom minimalizmu, choć są produkty lepsze i gorsze. Z drugiej strony może coś, co nie do końca u mnie się sprawdziło sprawdzi się u Was? :)


28 grudnia

Drogeryjny szampon, który polecam

Drogeryjny szampon, który polecam

Lubię naturalne ekstrakty i przemyślane, bogate składy. Z drugiej strony staram się też nie przesadzać i nie skreślać z góry kosmetyku tylko dlatego, że zawiera składniki syntetyczne. Wiem, że czasami 100% naturalne kosmetyki nie wykazują wcale oczekiwanego cudownego działania, ich konsystencja i stabilność nie są dobre i zwyczajnie potrzebny jest dodatek czegoś, co poprawi ich działanie. Zresztą pisałam o tym w pierwszym poście. W moim przypadku zupełnie nie sprawdzają się tzw. naturalne szampony. Próbowałam już wielu różnych produktów (również polecanych przez Was na Instagramie) i niestety zazwyczaj efekt po myciu to splątane, matowe włosy. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać produkt, który u mnie się sprawdził. Nie jest to kosmetyk naturalny, ale uważam, że ma przyzwoity skład i co najważniejsze (u mnie) się sprawdza. Do tego pięknie pachnie i przyjemnie się go stosuje.


Dlaczego produkt jest bardziej drogeryjny niż "naturalny"?


Producent deklaruje, że produkt nie zawiera parabenów, barwników, glutenu (rozumiem, że niektórzy eliminują gluten z diety, ale z kosmetyków ?, ktoś wie jakie to ma znaczenie? Dla mnie wygląda to raczej na chwytliwe hasło), parafiny, a opakowanie jest wolne od bisfenolu A (BPA) oraz ftalanów. Oprócz tego powstaje w tzw. zielonej fabryce, która wykorzystuje energię odnawialną i wyeliminowała przekazywanie odpadów przemysłowych na wysypiska. Zawiera natomiast SLS, SLES i silikon- składniki typowe dla drogeryjnych produktów.

Dlaczego produkt jest moim zdaniem ciekawszy od przeciętnego drogeryjnego szamponu?


Zawiera olej arganowy oraz ekstrakty z aloesu i glonów, dobrze się go stosuje, nie obciąża włosów, choć nie stosuję już żadnej odżywki z tym produktem.




Skład prezentuje się następująco:

Aqua- woda
Sodium Lauryl Sulfate (SLS)- anionowy związek powierzchniowo czynny, substancja syntetyczna, może podrażniać skórę wrażliwą i atopową. Składnik piętnowany przez producentów kosmetyków naturalnych, z drugiej strony powszechnie stosowany i uznany za bezpieczny, jeśli nie jest stosowany w formie stężonej (jako pojedynczy składnik, a nie w mieszaninach) przez organizacje regulujące produkcję kosmetyków. Ogólnie wzbudza skrajne emocje- jedni go unikają jak ognia, drudzy uwielbiają za wszechstronne zastosowanie.
Sodium Laureth Sulfate (SLES)- właściwie jak wyżej. Nieco łagodniejszy niż SLS.
Cocamidopropyl Betaine- amfoteryczny związek powierzchniowo czynny, substancja otrzymywana z oleju kokosowego. Oprócz właściwości myjących wykazuje też właściwości przeciwbakteryjne, a także łagodzi działanie SLS i SLES.
Glycol Distearate- niejonowy związek powierzchniowo czynny, emolient (natłuszczacz) i emulgator. Wygładza i zmiękcza włosy. Stosowany w kosmetykach myjących, by odbudować warstwę lipidową. Oprócz tego tworzy efekt perły w kosmetyku.
Dimethicone- silikon produkowany z krzemionki
Sodium citrate- konserwant, regulator pH, dodawany również do żywności
Cocamide MEA- wykazuje działanie pianotwórcze, myjące i nawilżające, wpływa też na konsystencję produktu 
Sodium Xylenesulfonate- wykazuje działanie pianotwórcze, myjące, wpływa też na konsystencję produktu,
Parfum- kompozycja zapachowa
Citric Acid- regulator pH
Sodium Benzoate- konserwant
Sodium Chloride- wpływa na konsystencję
Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride- substancja pozytywnie wpływająca na wygląd i kondycję włosów
Glycerin- nawilża, wygładza, zatrzymuje wodę
Tetrasodium EDTA- poprawia stabilność kosmetyku i zwiększa jego trwałość
Polyquaternium-6- polimer o działaniu antystatycznym, kondycjonującym, wygładzającym
Sodium Hydroxide- regulator pH
Benzyl Benzoate- substancja zapachowa
Hexyl Cinnamal- substancja zapachowa
Limonene- substancja zapachowa
Histidine- substancja antystatyczna, nawilża, wygładza, kondycjonuje włosy
Alpha-Isomethyl Ionone- substancja zapachowa, może wywoływać alergię
Coumarin- substancja zapachowa, może wywoływać alergię
Butylene Glycol- substancja o wielu zastosowaniach; zapobiega wysychaniu kosmetyków, nawilża i wygładza włosy, poprawia zdolność przenikania substancji aktywnych
Magnesium Nitrate- konserwant, wykazuje też właściwości wiążące wodę
Ecklonia Radiata Extract- ekstrakt otrzymany z gatunku glonu- Ecklonia Radiata
Aloe Barbadensis Leaf Juice- sok z aloesu
Argania Spinosa Kernel Oil- olej arganowy
Alcohol Denat- alkohol etylowy skażony
Methylchloroisothiazolinone- konserwant, może powodować reakcje alergiczne
Magnesium Chloride- może poprawiać konsystencję produktu, wykazuje też działanie przeciwbakteryjne
Methylisothiazolinone- konserwant, może powodować reakcje alergiczne


Czy poleciłabym go do codziennego stosowania?


To zależy od oczekiwań i tego, jakich produktów zwykle używacie. Jeśli swoją pielęgnację opieracie o delikatne, naturalne szampony to zapewne nie będzie to dla Was dobry produkt codziennego użytku. Ale już użyty okazjonalnie, na przykład raz w tygodniu choćby żeby zmienić pielęgnację może być fajnym produktem. Czasami potrzebujemy jakiegoś produktu "na szybko" i akurat nie mamy możliwości kupić czegoś z idealnym składem, to wtedy myślę, że również warto o nim pamiętać. Jeśli bazujecie na drogeryjnych szamponach to polecam wypróbować ten produkt :)





08 listopada

DIY- wielorazowe bawełniane płatki kosmetyczne

DIY- wielorazowe bawełniane płatki kosmetyczne
Temat wielorazowych wacików kosmetycznych męczył mnie już od jakiegoś czasu. Nie zużywam co prawda ogromnych ilości tych jednorazowych, które są przecież bawełniane (więc nie są aż tak kłopotliwym odpadem), jednak perspektywa wyrzucania mniej pieniędzy do kosza skłoniła mnie do poszukania alternatywy. Dodatkowo zauważyłam pogorszenie jakości moich ulubionych płatków kosmetycznych. Wreszcie miałam też kawałek bawełny organicznej, którą mogłam wykorzystać, więc postanowiłam uszyć sobie takie płatki sama. Mistrzem igły i nitki nie jestem, ale lubię różne diy, więc postanowiłam nie przejmować się tym i spróbować swoich sił :) Efekty i krótki opis poniżej. 



Moje płatki są wykonane ręcznie z trzech warstw organicznego muślinu bawełnianego. W zależności od dostępnych materiałów i preferencji można wykorzystać na przykład stary, bawełniany t-shirt (idealnie gdyby był organiczny), kawałek frotty bawełnianej, czy tkaninę bambusową.




Szyłam ręcznie, bo maszyna do szycia nie do końca radziła sobie z drobnymi muślinowymi elementami. Płatki można zostawić z naturalnie poszarpanymi brzegami


lub odwrócić na prawą stronę (dzięki temu płatki są trochę grubsze, bardziej mięsiste, bo szew "odbija" brzegi materiału od siebie).


Tak prezentuje się efekt końcowy :) Zdecydowałam się odwrócić swoje płatki tak, by szew był w środku płatka. Zamierzam prać je ręcznie w naturalnym mydle. Jak tylko trochę je potestuję to dam znać, jak się sprawdzają. 

A jak jest u Was? Korzystacie z płatków kosmetycznych, czy nie są Wam potrzebne?
Copyright © 2016 Naturalnie, że zadbana , Blogger