18 sierpnia

Marka, którą warto poznać

Marka, którą warto poznać


Uwielbiam hydrolat różany, stosuję go wręcz nałogowo- na twarz jako tonik, na włosy jako mgiełkę. Ostatnio jednak zrezygnowałam z niego na rzecz małej buteleczki toniku- esencji od firmy, która już od dawna kusiła mnie swoimi produktami.

Polny Warkocz, bo to o nim mowa to marka lubelskiego Laboratorium Cosmeceuticum, którą zdecydowanie warto poznać. To kosmetyki o prostych składach nawiązujące do słowiańskich receptur. Sam producent tak je opisuje:



Polny Warkocz to linia naturalnych kosmetyków inspirowana wiedzą, kulturą oraz dziedzictwem naszych przodków. Radosne święta ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju i płodności tworzą pełen miłości i harmonii z naturą festiwal życia Słowian.
Takie właśnie są produkty w serii Polny Warkocz. Proste i harmonijne receptury oparte na wiedzy o naturalnych składnikach, które odpowiednio zestawione wzmacniają swoje działanie, stanowią o ich wartości.
Źródło: http://polnywarkocz.pl



Nie mogę się wypowiadać o wszystkich ich produktach, ale Nawilżająca esencja z mleczkiem pszczelim jest rewelacyjna. W składzie oprócz hydrolatu różanego (no cóż...) jest jeszcze między innymi mleczko pszczele i powstałe w wyniku fermentacji enzymy roślinne. Pełny skład prezentuje się następująco:

Woda, Hydrolat z Kwiatów Róży Damasceńskiej, Gliceryna Roślinna, Mleczko Pszczele, Propanediol, Wyselekcjonowane Enzymy Roślinne, Alkohol Benzylowy, Kwas Dehydrooctowy



Miłego tygodnia i dajcie znać czy znacie kosmetyki z tej serii! ;)



04 sierpnia

Mineralny korektor pod oczy o kremowej konsystencji

Mineralny korektor pod oczy o kremowej konsystencji

Kosmetyki mineralne są alternatywą dla tradycyjnych, "ciężkich" kosmetyków płynnych, zawierających mnóstwo syntetycznych dodatków. Kuszą naturalnymi składami i lekkością. Odkąd tylko odważyłam się zamówić pierwszą próbkę minerałów (w czasach, gdy nie były praktycznie w ogóle dostępne stacjonarnie), to prawie zupełnie zrezygnowałam z płynnych podkładów. Jedynym kosmetykiem, którego jakoś nie umiałam wyobrazić sobie w mineralnej wersji był korektor pod oczy. Aplikowanie czegoś o konsystencji pudru, co mogłoby wysuszać i podkreślać zmarszczki zupełnie mnie nie przekonywało. Od jakiegoś czasu odkryłam jednak ciekawą alternatywę dla płynnych korektorów- produkt mineralny od Pixie, który chciałam Wam dzisiaj polecić!

Jak się okazuje, z powodzeniem można połączyć naturalne, sypkie składniki z odżywczymi olejkami i uzyskać kremową, kryjącą konsystencję. Korektor stosuję przede wszystkim na cienie pod oczami. Szybko i wygodnie aplikuję go palcem (nie lubię "paćkać" pędzelkiem pod okiem), ale myślę że i aplikatory sprawdzą się z tym produktem. Jeśli szukacie czegoś o prostym składzie to polecam wypróbować :)

INCI: Ricinus Communis Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Kaolin, Titanium Dioxide, Mica, Hydrogenated Coco-Glycerides, Sucrose Tetrastearate Triacetate, Cera Alba, Candelilla Cera, Copernicia Cerifera Cera, Squalane, Helianthus Annuus Seed Oil, Tocopheryl

Poniżej krótki opis poszczególnych składników:


Zdjęcie produktu pochodzi ze strony producenta: pixiecosmetics.com


Jeśli chodzi o dostępne wersje kolorystyczne to są trzy kolory do wyboru; dwa przeznaczone dla jaśniejszych karnacji i jeden ciemniejszy:




Źródło: pixiecosmetics.com

Mój produkt jest w kolorze 02 Sweet Almond. To ciepły, mocno żółty, ale dostosowujący się do koloru cery i podkładu kolor.

Znacie ten produkt? Miłego tygodnia i do następnego wpisu (mam nadzieję, za niedługo :))



12 maja

O hydrolatach + diy

O hydrolatach + diy



Hydrolaty to inaczej wody kwiatowe lub ogólniej mówiąc roślinne. Powstają jako produkt uboczny procesu destylacji olejków eterycznych. Są bogactwem związków chemicznych rozpuszczalnych w wodzie, których nie znajdziemy w olejku eterycznym. Zawierają one niewielkie ilości olejku eterycznego- od 0,02 do 0,5%, stąd zwykle mają delikatny zapach (choć nie zawsze i często zapach ten jest inny niż zapach czystego olejku eterycznego). Warto włączyć je do pielęgnacji twarzy, ciała, a nawet włosów. Są naturalne, delikatne i w zależności od wykorzystanego surowca wykazują specyficzne działanie.


Jak możemy stosować hydrolat?


  • Jako tonik lub zamiennik wody termalnej- spryskując nim twarz lub przecierając ją nasączonym wacikiem (ja uwielbiam wodę różaną, ale możliwości jest znacznie więcej);
  • jako fazę wodną własnoręcznie robionych kosmetyków (na przykład delikatny hydrolat rumiankowy w kremie do rąk, hipoalergiczny hydrolat lipowy w płynie micelarnym);
  • jako wodę po goleniu/ depilacji- w celu ukojenia skóry (na przykład hydrolat lawendowy lub bławatkowy);
  • jako naturalny odświeżacz pościeli, czy też powietrza (tutaj też można wykorzystać uspokajające właściwości zapachu hydrolatu lawendowego czy też piękny zapach hydrolatu różanego);
  • jako okład na opuchnięcia, na przykład okolic oczu (tutaj świetnie sprawdzi się hydrolat bławatkowy);
  • do rozrabiania maseczek glinkowych i algowych (w zasadzie możemy wybrać dowolny hydrolat, ale polecam oczarowy);
  • jako mgiełka do włosów (w celu nawilżenia i nadania delikatnego zapachu- osobiście lubię  hydrolat różany).




Hydrolaty możemy stosować praktycznie bez ograniczeń, oczywiście jeśli nie jesteśmy uczuleni na daną roślinę. Warto jednak poczytać o właściwościach wybranego hydrolatu, by wykorzystać w pełni jego działanie. Wody kwiatowe/roślinne są dostępne w sprzedaży z konserwantami lub nie. Te pozbawione środka konserwującego dobrze jest przechowywać w chłodnym miejscu.  

Kilka moich propozycji na początek (ale zachęcam do poszukiwania własnych ulubieńców):

  • hydrolat lipowy- łagodzi stany zapalne i zaczerwienienia, może być stosowany w pielęgnacji okolic oczu;
  • hydrolat różany lub taki lub taki- nawilża, koi podrażnioną i wysuszoną skórę, tonizuje;
  • hydrolat rumiankowy- łagodzi, koi, sprawdzi się w pielęgnacji cery naczynkowej i wrażliwej.
W nazwach podlinkowałam produkty, które używałam i polecam.

Inne popularne wody kwiatowe (tych nie stosowałam, więc nie będę polecać konkretnych produktów):
  • hydrolat oczarowy- polecany do cery trądzikowej i zanieczyszczonej;
  • hydrolat z kwiatów gorzkiej pomarańczy (Neroli)- intensywnie pachnący, wykazuje działanie tonizujące, napina i rozjaśnia skórę;
  • hydrolat bławatkowy- szczególnie polecany do pielęgnacji okolic oczu i skóry podrażnionej;
  • hydrolat z drzewa herbacianego- polecany do cery trądzikowej i zanieczyszczonej, a także przy problemach z łupieżem;
  • hydrolat lawendowy- polecany do wszystkich typów cer, posiada relaksujący zapach;
  • hydrolat miętowy- wykazuje działanie pobudzające, odświeżające, antybakteryjne. Łagodzi swędzenie (np. po ukąszeniach) i poparzenia słoneczne.


Robimy hydrolat w domu!

Dla tych, którzy odczuwają satysfakcję, z tego, że mogą zrobić coś sami polecam spróbować wykonać hydrolat w domu. Metody domowe z pewnością nie są tak dobre, jak te stosowane przemysłowo. Chyba, że macie w domu aparaturę do destylacji- ja nie mam :)  Jeśli jednak mamy dostępny surowiec i trochę czasu to przecież szkoda żeby się zmarnował :) Są dwie domowe metody: z wykorzystaniem kawiarki oraz z wykorzystaniem garnka. 

Metoda z wykorzystaniem kawiarki jest znacznie szybsza i wygodniejsza. Postępujemy tak, jak przy zaparzaniu kawy. Do dolnej części kawiarki wlewamy wodę (miękką- destylowaną, przegotowaną lub przefiltrowaną, na sitko umieszczamy surowiec roślinny, kawiarkę umieszczamy na wolnym ogniu i czekamy, aż woda z dolnej części kawiarki parując nasyci się dobrymi substancjami z roślin i "przejdzie" do górnej części naczynia. 



Photo by Philipp Lublasser on Unsplash

Metoda z wykorzystaniem garnka, jest bardziej czasochłonnna, ale jak się nie ma kawiarki, to tak też można uzyskać hydrolat. Ja tym sposobem zrobiłam hydrolat lawendowo- miętowy. Od razu się tłumaczę: świeżą lawendę i miętę miałam, ponieważ hydrolat robiłam zeszłego lata, a nie teraz :)

Wykonanie

1. W dużym garnku umieszczamy na środku odwrócony dnem mniejszy garnek lub cegłę lub coś na czym będziemy mogli ustawić naczynie do zbierania hydrolatu.
2. Dookoła wsypujemy surowiec roślinny.

3. Całość zalewamy wodą destylowaną, przefiltrowaną lub przegotowaną.
4. Ustawiamy naczynie do zbierania hydrolatu.


5. Następnie całą konstrukcję przykrywamy odwróconą pokrywką. Dobrze, gdy pokrywka jest schłodzona.
6. Na samą górę konstrukcji kładziemy ściereczkę z woreczkami lodu (to taka nasza prowizoryczna chłodnica). Lodu trzeba przygotować sporo, bo trzeba go w trakcie gotowania wymieniać. Ważne, żeby woreczki były szczelne, żeby nic nam nie wyciekało i nie zalewało kuchenki ;)
7. Tak przygotowaną wieżę ustawiamy na bardzo wolnym ogniu. Woda podgrzewa się, nasyca substancjami zawartymi w surowcu i paruje, następnie natrafia na zimną rączkę pokrywki i skrapla się wpadając do naszego naczynia :)
8. Gotowy hydrolat możemy zakonserwować lub przechowywać w lodówce i zużyć w krótkim czasie.

Niestety nie mam więcej zdjęć, ale mam nadzieję, że opis jest czytelny. Koniecznie dajcie znać, czy używacie hydrolatów i czy próbowałyście robić je same :)




28 kwietnia

Co tam u mnie słychać?/Pielęgnacja cery problematycznej

Co tam u mnie słychać?/Pielęgnacja cery problematycznej

Wiosna w pełni, kwitną drzewa, wszystko pachnie słońcem. Chociaż nic się nie zmieniło, to czasu na pisania jakby mniej, bo każdą wolną chwilę spędzam na powietrzu :) Staram się znaleźć chociaż chwilę na bloga, więc postanowiłam pisać trochę w drodze do pracy.

U mnie pielęgnacyjnie ostatnio na tapecie temat rozszerzonych porów i zaskórników. Kosmetyki, które widzicie w tym wpisie używam już trzeci miesiąc i właściwie każdy z nich jest co najmniej dobry. Zaznaczam jednak, że nie są to wyłącznie składy naturalne. Każda skóra jest inna, ma inne potrzeby i oczekiwania. Myślę jednak, że mogą Was zainteresować poniższe propozycje. Zapraszam do czytania!

  1. Ava, Seria Pore solutions- serum na dzień oraz krem na noc.


Pomysł, żeby spróbować powalczyć z niedoskonałościami skóry zaczął się od tych kremów wypatrzonych w sklepie internetowym. Opinie miały dobre, skład interesujący (ale nie idealny), więc trafiły do koszyka. Niestety nie zauważyłam, że kremy te są przeznaczone dla cery dojrzałej. Szkoda że nie ma wyraźnie napisanej takiej informacji na opakowaniu (jest na kartoniku w którym jest krem, a niestety na zdjęciu było samo opakowanie). Ostatecznie jednak uznałam, że spróbuję ich używać. 



Co mogę powiedzieć? Kremów używam prawie codziennie, ale razem z peelingiem w formie serum, maseczką na niedoskonałości, tonikiem rozjaśniającym z kwasami i moją “standardową” pielęgnacją (rumiankowy żel Sylveco, hydrolat różany, lipowy płyn micelarny Sylveco).
Uważam, że są dobre, ale nie oszałamiające. W moim odczuciu serum, które dołożyłam do tej pielęgnacji ma lepsze działanie. 

Krem na dzień jest leciutki, taki jakby żelowy, nie zapycha, dobrze nadaje się pod makijaż, ale i bez niego skóra wygląda przyzwoicie. Krem na noc jest znacznie cięższy, bardziej treściwy. Zdarza się, że po nocy coś tam wyskoczy na twarzy, ale to sporadycznie, więc trudno stwierdzić, czy to jego wina. Nie są to kremy wyjątkowo odżywcze, ale jeśli chodzi o ich główne zadanie to trzeba przyznać, że radzą sobie nieźle. Choć mojej mieszanej cerze daleko do ideału to jest jednak pewna poprawa, dla mnie zadowalająca. Plus za opakowania typu airless.

2.  EcoLab, Tonik z kwasami AHA




Muszę przyznać, że nie stosuję go regularnie, bo chętniej sięgam po hydrolat różany. Mimo to nie mam do niego zastrzeżeń. Rozjaśnia, wyrównuje koloryt, uspokaja cerę. Polecam produkt, jak i inne tej bardzo ciekawej firmy. Moja buteleczka jest już na wykończeniu, ale myślę, że wrócę do niego po wakacjach. 

3. Ava, Bio peeling zwężający pory (w formie serum z pipetką)




Bardzo lubię kosmetyki w takiej formie. Skoncentrowane, nakładane szklaną pipetką w miejsca, które tego potrzebują. Działanie tego kosmetyku opiera się o złuszczanie skóry kwasem fitowym pochodzącym z ryżu. Dla skóry z niedoskonałościami jest to metoda oczyszczania znacznie lepsza niż peelingi mechaniczne, oczyszcza dogłębnie, ale przy tym nie podrażnia i nie rozdrapuje wyprysków. Ja stosuję ten kosmetyk raz, dwa razy w tygodniu wieczorem przed nałożeniem kremu. Myślę, że z kosmetyków Ava, które kupiłam to serum i maseczka z kolejnego punktu są najlepsze.


4. Ava, Maseczka enzymatyczna


Maseczka, którą dobrałam do tej pielęgnacji jest z innej serii: Ava, Beauty Home Care, Age Control. Oparta na oczyszczającym działaniu glinki i naturalnych enzymów z papai i ananasa. Fajny, naturalny skład, skuteczne działanie. Po jej użyciu cera jest rozjaśniona i uspokojona. Polecam bardzo!





Oprócz tego “czaję się” jeszcze na maseczkę aspirynową, słyszałam, że jest rewelacyjna, ale muszę najpierw zrobić próbę uczuleniową, bo aspiryna lubi uczulać. Jeśli któraś z Was robiła taką maseczkę, to koniecznie podzielcie się w komentarzu wrażeniami i Waszym przepisem. Jestem też bardzo ciekawa Waszych sposobów na rozszerzone pory. Wszystkim (a zwłaszcza tym, którzy już zaczynają długi weekend majowy) życzę dużo słońca! 😎

05 marca

Kule do kąpieli

Kule do kąpieli

Kule do kąpieli to jedne z bardziej efektownych kosmetyków. Jako fanka długich, relaksujących kąpieli wreszcie zmobilizowałam się, by je zrobić. I myślę, że wyszły całkiem, całkiem :) Żeby było śmieszniej nigdy wcześniej nie testowałam takich gotowych ze sklepu, więc nie mam porównania (jakoś tak przez całe studia nie miałam wanny). Zapraszam do czytania!


Przepis

Tak naprawdę w wersji podstawowej potrzebujemy tylko 3 składników: sody oczyszczonej, kwasu cytrynowego i oleju kosmetycznego. Soda oczyszczona (wodorowęglan sodu) w środowisku wodnym reaguje z kwasem cytrynowym. W wyniku tej reakcji powstaje m.in. dwutlenek węgla, czyli te "bąbelki" które obserwujemy po wrzuceniu kuli do wanny. Oczywiście olej jest w tym zestawieniu składnikiem pielęgnacyjnym. 


Składniki podstawowe i ich proporcje (powinny wystarczyć na 4 duże kule)
  • 1 szklanka sody oczyszczonej;
  • 1/2 szklanki kwasu cytrynowego;
  • 20ml (około 4 łyżeczki) oleju sojowego (lub inny wybrany olej np. oliwa z oliwek, olej kokosowy roztopiony w kąpieli wodnej, oliwka dla niemowląt- ilość według uznania). Ja wybrałam olej sojowy, bo jest polecany do kul przez Ecospa. Olej ten jest dobrym emolientem, łatwo się wchłania, nie klei się i poprawia nawilżenie skóry.

Składniki dodatkowe:

Tutaj można poszaleć i dodać:
  • kompozycję zapachową/ olejek eteryczny (ilość według uznania, ale na podaną wyżej ilość składników nie więcej niż 5ml);
  • barwnik spożywczy (może być w proszku lub w żelu);
  • płatki róż;
  • ekstrakty roślinne;
  • sól do kąpieli;
  • mleko w proszku;
  • glinki
i pewnie jeszcze wiele innych ;) Tylko nie wszystko na raz!



Dodatkowo niektórzy polecają dodać 1/2 szklanki skrobi ziemniaczanej, żeby kule pływały po powierzchni. Muszę Wam przyznać, że tak też zrobiłam, a kula mimo to jest ciężka i opada na dno. Nie wiem czy to ja coś źle zrobiłam, czy to nie działa (jak macie pomysł co mogłam popsuć, koniecznie dajcie znać w komentarzu).


Wykonanie

  1. Odmierzamy składniki suche i dokładnie mieszamy je ze sobą
  2. Dodajemy olej, ewentualne dodatki i jeszcze raz wszystko mieszamy. Masę można delikatnie zwilżyć przegotowaną wodą lub hydrolatem w atomizerze, żeby lepiej się lepiła. 
  3. Dokładnie napełniamy plastikową formę do kul (ugniatając masę) i zostawiamy na chwilę, żeby masa się uformowała. Ten etap przypomina trochę robienie babek z piasku. Następnie ostrożnie wyjmujemy kulę najpierw z jednej połowy, ostrożnie kładziemy na stole i delikatnie wyjmujemy z drugiej połowy. Kule zostawiamy na jeden dzień, żeby stwardniały.
Niestety moja plastikowa foremka pękła. Następnym razem zamiast kul spróbuję zrobić "babeczki" w foremce silikonowej lub półkule, które znacznie łatwiej uformować. Kule można też podobno lepić ręcznie, ale nie wiem czy wtedy lepiej nie sprawdzi się w składzie olej kokosowy (który zastyga) lub dodatek jakiegoś masła kosmetycznego. Moja masa była bardzo sypka i nie wyobrażam sobie jak mogłabym ulepić z niej kulę. 


Moje wersje kul


Lawendowe kule do kąpieli z kwiatami bławatka



1 szklanka sody oczyszczonej
1/2 szklanki kwasu cytrynowego
1/2 szklanki skrobi ziemniaczanej
20ml oleju sojowego
5ml olejku lawendowego
2 łyżki suszonych kwiatów bławatka
 + przegotowana woda w atomizerze do delikatnego zraszania masy


Ciasteczkowe kule do kąpieli z czerwoną glinką

1 szklanka sody oczyszczonej
1/2 szklanki kwasu cytrynowego
1/2 szklanki skrobi ziemniaczanej
20ml oleju sojowego
2 łyżki czerwonej glinki
1 łyżeczka cukru wanilinowego (lub trochę więcej, bo moja kula niestety po rozpuszczeniu nie pachnie :( )
1 łyżeczka cynamonu
 + przegotowana woda w atomizerze do delikatnego zraszania masy



To ja zmykam się relaksować! :)

24 lutego

Złoto Maroka

Złoto Maroka


Lubię, gdy kosmetyki których używam są nieprzeładowane i mają przemyślane składy. Prostota ułatwia życie. Czasami mniej znaczy więcej. Dzisiejszy kosmetyk to kwintesencja minimalizmu. Nazywany płynnym złotem Maroka- mój ulubiony OLEJ ARGANOWY. Jestem przekonana, że nie da się go nie lubić. Wszechstronne właściwości i skuteczne działanie dosłownie może przerosnąć nasze oczekiwania. Tyle dobra ile kryje się w małych, niepozornych owocach drzewa arganowego nie ma w niejednym sklepowym kosmetyku.



Źródło: https://www.maxpixel.net/Earth-Argan-Seeds-Agriculture-Hands-Argan-1247112


Na początek kilka ciekawostek


  • Olej arganowy pozyskiwany jest z owoców (orzechów) drzewa arganowego, które rośnie wyłącznie w południowo-zachodniej części Maroka. Jest jednym z najtrudniej dostępnych olejów na świecie;

  • Na pierwsze owoce drzewa arganowego trzeba czekać aż 50 lat;

  • Tradycyjna metoda otrzymywania oleju jest niezwykle pracochłonna. Wszystkie prace, od zbierania owoców po wytłaczanie oleju, wykonywane są ręcznie przez marokańskie kobiety. Aby wyprodukować 1 litr oleju potrzeba 2 kg nasion, czyli aż około 50kg owoców!




  • Olej arganowy spożywczy pozyskuje się z prażonych nasion, natomiast kosmetyczny z surowych;

  • W składzie oleju arganowego znajduje się m.in. skwalen, który jest też składnikiem warstwy lipidowej skóry.


Kosmetyczne zastosowania


Olej arganowy można stosować zarówno na skórę, jak i włosy. Wspaniale nadaje się do pielęgnacji skóry trądzikowej i podrażnionej- łagodzi, uspokaja cerę, zmniejsza przebarwienia i blizny. Równocześnie wykazuje silne działanie przeciwstarzeniowe i przeciwzmarszczkowe- dzięki czemu jest częstym składnikiem kosmetyków pod oczy i dla cery dojrzałej. Wzmacnia i odżywia skórę, nie blokuje przy tym porów skóry. Wykazuje działanie ochronne przed słońcem i szkodliwymi czynnikami środowiska. Odżywia włosy i również chroni je przed szkodliwymi czynnikami (na przykład przed uszkodzeniami termicznymi). Wzmacnia skórę głowy, zapobiega łupieżowy i łagodzi podrażnienia skóry głowy. Podobnie wpływa korzystnie na całą skórę, pomaga w gojeniu się ran, oparzeń, odmrożeń, a także odleżyn czy owrzodzeń. Może być stosowany do pielęgnacji skóry atopowej, czy też delikatnej skóry niemowląt. Oczywiście można też stosować go do pielęgnacji paznokci lub mieszać z olejem rycynowym i nakładać na rzęsy.





Olej arganowy w mojej kosmetyczce


Dla mnie olej arganowy to podstawowy kosmetyk pod oczy. Praktycznie zrezygnowałam z kremu- dużo bardziej wolę wklepać niewielką ilość oleju (zawsze robię to na noc, więc olej ma czas żeby się wchłonąć). Czasami stosuję go zamiennie z kremem na noc lub nakładam jako serum na końcówki włosów. Zdecydowanie warto go mieć!


Dajcie znać, czy znacie, używacie? Jeśli tak, to jak? :) A może macie inny ulubiony olej kosmetyczny? A może w ogóle nie lubicie czystych olejów w pielęgnacji i stawiacie na kilkuskładnikowe kosmetyki? Jestem bardzo ciekawa, jak to u Was wygląda.




Źródła:
https://www.laroche-posay.pl/artykul/zastosowanie-i-wlasciwosci-olejku-arganowego/a33019.aspx
https://www.mokosh.pl/blog/mokosh-blog/olej-arganowy-i-jego-wlasciwosci
https://hpba.pl/olejek-arganowy/


23 stycznia

O świecach- trochę teorii, trochę praktyki

O świecach- trochę teorii, trochę praktyki


Temat świec, ich rodzaje i bezpieczeństwo pochłania mnie już od dobrych kilku tygodni. I powiem Wam szczerze, że im więcej czytam i myślę, to tym większy mam mętlik w głowie. Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić: "te" świece są dobre, a "tamte" są złe. Bez względu na to, czy świeca jest pochodzenia mineralnego (parafina z ropy naftowej), czy też organicznego (uwodorniony olej sojowy, stearyna pochodzenia zwierzęcego, wosk pszczeli) to jest to jednak materia organiczna, zawierająca mnóstwo różnych substancji. Spalanie świecy w warunkach domowych, jakbyśmy się starali nigdy nie będzie "idealne". Przy całkowitym spalaniu (czyli takim "idealnym") substancje organiczne składające się z węgla, wodoru i tlenu spalają się do dwutlenku węgla i pary wodnej. W praktyce w warunkach domowych może występować niedostateczna ilość tlenu, nierównomierne wymieszanie substancji stałej z powietrzem i wiele innych czynników, które powodują, że mamy do czynienia ze spalaniem niecałkowitym. Takim, w którym powstają różne inne substancje, niekoniecznie korzystne dla naszego zdrowia (na przykład wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, tlenek węgla, sadza). Oprócz tego materia organiczna zawiera również inne pierwiastki takie jak siarka,czy azot, które w reakcji z tlenem tworzą tlenki, również niekoniecznie najlepiej wpływające na organizm człowieka. 


Czy to oznacza, że powinniśmy zupełnie zrezygnować z palenia świec? 


Moim zdaniem niekoniecznie, ale warto zachować rozsądek i umiar. Większość publikacji, do których udało mi się dotrzeć skupia się na analizie zanieczyszczeń emitowanych przez świece parafinowe. Teoretycznie to o nich mówi się teraz jako o tych najbardziej szkodliwych. Jako alternatywę podaje się utwardzone woski naturalne: sojowy, palmowy, bawełniany, pszczeli oraz stearynę. Mimo to, nawet dla świec parafinowych istnieją normy jakościowe, więc teoretycznie jeśli będziemy pamiętać o tym żeby mieć w domu sprawną wentylację, wietrzyć pomieszczenie, nie palić świec godzinami i wybierać produkty wysokiej jakości (czystość parafiny ma duże znaczenie) to nie powinno być problemu. Poniżej zamieszczam ciekawe wyniki emisji szkodliwych substancji z palących się świec i podgrzewaczy parafinowych oraz kadzidełek [1]


Tab. 1 Porównanie średnich stężeń poszczególnych substancji w powietrzu wewnętrznym oszacowanych dla pomieszczenia niewentylowanego o kubaturze 50 m³ po 1 godzinie palenia badanych świec i kadzidełek z odpowiednimi wartościami odniesienia D1 i D8 [1]


Jak czytać powyższe dane? 


Na przykład świeca stołowa biała, która pali się przez godzinę w zupełnie niewentylowanym pomieszczeniu o kubaturze 50 m³ wyemituje tlenek węgla, którego stężenie będzie stanowiło 0,46% maksymalnego dopuszczalnego stężenia tego związku w powietrzu atmosferycznym w ciągu godziny i 1,38% maksymalnego dopuszczalnego stężenia tego związku w powietrzu atmosferycznym w ciągu 8 godzin. Nie jest to dużo. Ale już dla dwutlenku azotu i styrenu wartości te są bardzo wysokie (70,9% i 102%!). Oczywiście należy pamiętać, że w doświadczeniu pomieszczenie nie było w żaden sposób wentylowane. Z drugiej strony warto mieć na uwadze, że źródeł zanieczyszczeń powietrza w domu jest znacznie więcej, bo na jakość powietrza wpływają również:

  • powietrze zewnętrzne;
  • materiały budowlane i elementy wyposażenia;
  • smażenie, gotowanie, pieczenie;
  • piece i systemy grzewcze;
  • środki czystości i środki do prania;
  • odświeżacze powietrza itp.

Alternatywą są świece sojowe, czy też z wosku pszczelego. Myślę, że warto się nimi zainteresować, choć tak jak wcześniej pisałam nie oznacza to, że całkowicie wyeliminujemy emisję szkodliwych substancji. W przypadku soi warto również zwrócić uwagę na pochodzenie surowca, bo wiele upraw to odmiany modyfikowane genetycznie lub intensywnie nawożone i opryskiwane. 



Istnieje wielu producentów świec sojowych, ja osobiście testowałam świecę od Bee Eco (bardzo fajny produkt), ale podobają mi się też świece od hagi i EZTI candles. Można też taką świecę wykonać samodzielnie w domu. I do tego zachęcam poniżej :)



Składniki i wyposażenie
  • wosk sojowy
  • olejek zapachowy lub eteryczny (opcjonalnie)
  • knot bawełniany
  • blaszka do knota (można kupić knot z blaszką, ale ja nie chciałam bo takie knoty często są pokrywane parafiną i usztywniane drutem)
  • słoik lub inne szklane naczynie na gotowy produkt
  • łaźnia wodna
  • waga (jeśli nie macie wagi możecie spróbować odmierzać wosk, zajrzyjcie do Le Bleuet, ona fajnie przelicza ilość wosku na słoiki :) )

Skorzystałam z proporcji i przepisu zamieszczonego na stronie Ecospa, który znajdziecie poniżej.



składniki%ilość na słoik szklany 120 ml
wosk sojowy regularny90 g
Olejek eteryczny 15 ml
Olejek eteryczny 25 ml



Propozycje użycia olejków eterycznych:
olejek lawendy francuskiej EKOLOGICZNY + olejek geraniowy Bourbon,
olejek goździkowy z pąków + olejek pomarańczowy EKOLOGICZNY,
olejek pomarańczowy EKOLOGICZNY + olejek cynamonowy z liści,
olejek cedrowy + olejek eukaliptusowy citriodora,
olejek mięty kędzierzawej (zielonej) + olejek kadzidłowy,
olejek szałwi muszkatołowej + olejek palmaroza,
olejek jodłowy + olejek imbirowy.


1. Odmierzamy wosk sojowy, a następnie podgrzewamy go w kuchence mikrofalowej (3 minuty) lub łaźni wodnej (do całkowitego rozpuszczenia).
2. Do wosku dodajemy, jednocześnie mieszając, wybrane olejki eteryczne, razem ok. 10 ml (Ja odczekałam chwilę aż wosk przestygł i zaczął się lekko ścinać na ściankach).
3. Zamoczony wcześniej w wosku knot przyklejamy pośrodku słoiczka i przytrzymujemy 1-2 minuty do momentu aż wosk zastygnie.
4. Wosk wlewamy do słoiczka. Wosk nie może być za gorący (odklei knot). O tym, że jego temperatura jest odpowiednia świadczy fakt, że robi się mętny, a na brzegach naczynia zaczyna się lekko ścinać.
5. Po wlaniu całego wosku usztywniamy knot np. łyżeczkami do herbaty i czekamy ok. godziny aż świeca zastygnie. Aby przyśpieszyć proces stygnięcia świecę można wstawić do naczynia z zimną wodą. Gdy wosk jest już całkowicie zimny przycinamy nożyczkami knot. Świeca jest gotowa do użycia.










Przy tworzeniu wpisu korzystałam z:
1. R. Oleniacz, A. Idzik, Emisja zanieczyszczeń gazowych z palenia świec i kadzidełek oraz jej potencjalny wpływ na jakość powietrza wewnętrznego, 01.07.2018, AGH Akademia Górniczo-Hutnicza, Wydział Geodezji Górniczej i Inżynierii Środowiska
2.  J. Guziałowska- Tic, Charakterystyka surowców do produkcji świec i zniczy oraz ich wpływ na środowisko,  CHEMIK 2013, 67, 10, 1027–1034
3. C.  Lau,  H.  Fiedler,O. Hutzinger, K.-H.  Schwind and  J. Hosseinpour, Levels of  selected  organic  compounds  in  materials  for candle production and human exposure to candle emissions,  Chemosphere,  Vol.  34,  Nos  5-7,  pp.  1623-1630,  1997 



Copyright © 2016 Naturalnie, że zadbana , Blogger