08 listopada

DIY- wielorazowe bawełniane płatki kosmetyczne

DIY- wielorazowe bawełniane płatki kosmetyczne
Temat wielorazowych wacików kosmetycznych męczył mnie już od jakiegoś czasu. Nie zużywam co prawda ogromnych ilości tych jednorazowych, które są przecież bawełniane (więc nie są aż tak kłopotliwym odpadem), jednak perspektywa wyrzucania mniej pieniędzy do kosza skłoniła mnie do poszukania alternatywy. Dodatkowo zauważyłam pogorszenie jakości moich ulubionych płatków kosmetycznych. Wreszcie miałam też kawałek bawełny organicznej, którą mogłam wykorzystać, więc postanowiłam uszyć sobie takie płatki sama. Mistrzem igły i nitki nie jestem, ale lubię różne diy, więc postanowiłam nie przejmować się tym i spróbować swoich sił :) Efekty i krótki opis poniżej. 



Moje płatki są wykonane ręcznie z trzech warstw organicznego muślinu bawełnianego. W zależności od dostępnych materiałów i preferencji można wykorzystać na przykład stary, bawełniany t-shirt (idealnie gdyby był organiczny), kawałek frotty bawełnianej, czy tkaninę bambusową.




Szyłam ręcznie, bo maszyna do szycia nie do końca radziła sobie z drobnymi muślinowymi elementami. Płatki można zostawić z naturalnie poszarpanymi brzegami


lub odwrócić na prawą stronę (dzięki temu płatki są trochę grubsze, bardziej mięsiste, bo szew "odbija" brzegi materiału od siebie).


Tak prezentuje się efekt końcowy :) Zdecydowałam się odwrócić swoje płatki tak, by szew był w środku płatka. Zamierzam prać je ręcznie w naturalnym mydle. Jak tylko trochę je potestuję to dam znać, jak się sprawdzają. 

A jak jest u Was? Korzystacie z płatków kosmetycznych, czy nie są Wam potrzebne?

28 października

1 urodziny Bloga

1 urodziny Bloga

Aż trudno mi uwierzyć, że już od roku piszę do Was! Z tej okazji chciałabym zrobić pewne podsumowanie, które mam nadzieję pomoże mi rozwijać umiejętności i dostarczać Wam interesujących i wartościowych treści. Liczę na Waszą pomoc, dlatego przygotowałam krótką, anonimową ankietę, która pozwoli mi zorientować się, jakie są Wasze oczekiwania. Ankietę znajdziecie TUTAJ. Pytania opisowe nie są wymagane, ale będzie mi miło jeśli zostawicie kilka wskazówek od siebie :)

A poniżej krótkie podsumowanie

W ciągu roku:

  • opublikowałam 18 postów, co daje średnio 1,5 posta na miesiąc; 
Nie jest to dużo, ale stanowi pewien kompromis między wolnym czasem, tym co wydaje mi się warte opublikowania, a regularnością. Nie chcę pisać, tylko żeby pisać, żeby coś było, coś się pojawiło. Choć z drugiej strony trening czyni mistrza, dlatego chcę zdecydowanie popracować nad ilością pisanych tekstów.

  • Blog został wyświetlony około 4200 razy;



Niebawem pojawi się nowy post, na który już zapraszam! :)


Zdjęcie w nagłówku: Cristian Escobar on Unsplash

07 października

Rośliny oczyszczające powietrze

Rośliny oczyszczające powietrze
Patrząc na pogodę ostatnich kilku dni, chyba już nikt nie ma wątpliwości, że jesień w pełni. I choć liście żółkną i opadają powoli, to temperatura na zewnątrz zmienia się dość gwałtownie. W powietrzu czuć już ten specyficzny zapach jesieni, a szarość za oknem to nie zawsze mgła, a coraz częściej niestety smog. Jakość powietrza w naszych domach jest oczywiście ściśle związana z jakością powietrza na zewnątrz, a dodatkowo elementy wystroju i wyposażenia naszych domów również mogą być źródłem zanieczyszczeń. W sezonie jesienno- zimowym, w którym spędzamy długie popołudnia i wieczory w domu warto zadbać by powietrze, którym oddychamy było możliwie jak najczystsze. 

Inspiracją do dzisiejszego wpisu jest książka Rośliny oczyszczające powietrze. Zielone filtry antysmogowe autorstwa Ariene Boixiere-Asseray oraz Genevieve Chaudet (wyd. MUZA, Warszawa 2018), którą serdecznie polecam. W książce znajdują się m.in. opisy zbadanych roślin wraz ze zdjęciami oraz wskazówki, jak dobierać rośliny do naszych potrzeb i pomieszczeń. Informacje zawarte we wpisie w całości pochodzą z tej książki.





Czy wiecie, że temat wykorzystania roślin w poprawie jakości powietrza w pomieszczeniach był nawet przedmiotem badań Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA)? To właśnie naukowcy NASA, jako pierwsi przeprowadzili analizy, które obecnie są kontynuowane i rozwijane na całym świecie. 

Skąd pochodzą zanieczyszczenia powietrza w naszych domach?

  • z zewnątrz (dym z kominów, spaliny samochodowe, zanieczyszczenia emitowane przez zakłady produkcyjne itp.);
  • z materiałów budowlanych (sztuczne włókna mineralne, impregnaty, środki ochrony drewna itp.);
  • z elementów wyposażenia (farby, lakiery, tworzywa sztuczne, tkaniny itp.);
  • z kosmetyków/ środków czystości/ odświeżaczy powietrza i perfum do wnętrz;
  • z ogrzewania (pyły, gazy cieplarniane, tlenki siarki itp.);
  • z majsterkowania (farby, lakiery, kleje itp.);
  • ze sprzętu AGD i RTV ( fale elektromagnetyczne);
  • z dymu papierosowego;
  • zanieczyszczenia biologiczne (drobnoustroje, alergeny, materia organiczna itp.).

Jak rośliny oczyszczają powietrze?

  • przekształcają dwutlenek węgla w tlen w procesie fotosyntezy;
  • wychwytują lotne toksyny za pomocą umieszczonych w liściach aparatów szparkowych;
  • przekształcają pochłonięte substancje, bądź też je magazynują;
  • w niektórych procesach udział biorą również mikroorganizmy żyjące w korzeniach roślin;
  • rośliny wykazują "specjalizacje"- nie każda roślina pochłania takie same toksyny i w takiej samej ilości.

Jak dobierać i rozmieszczać rośliny w pomieszczeniach?

Autorki książki zalecają, by przeanalizować źródła potencjalnego zanieczyszczenia i na tej podstawie określić, jakie substancje mogą zanieczyszczać powietrze. Wydaje mi się jednak, że może to być trudne i warto po prostu wybrać kilka roślin o różnych specjalizacjach.

Należy pamiętać, że rośliny potrzebują odpowiednich warunków, w tym powinny mieć wystarczająco dużo światła naturalnego. Należy stawiać rośliny możliwie jak najbliżej okna, a w razie potrzeby ochraniać je przed promieniami słonecznymi.

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie ile roślin potrzeba, by wyeliminować daną substancję z otoczenia. Autorki wspominają o co najmniej pięciu roślinach na pomieszczenie. Myślę, że nawet jedna, dwie rośliny to lepiej niż żadna.


Nie będę tutaj szczegółowo opisywać właściwości poszczególnych roślin- wklejam natomiast małą ściągawkę z umiejętności poszczególnych roślin zebraną przez autorki książki w zgrabną tabelę. Z jej pomocą można tak wybrać rośliny, by wzajemnie się uzupełniały, bądź też wzmacniały swoje działanie.


Na zakończenie kilka przykładowych, popularnych roślin, które warto w domu mieć.



1. Fikus Benjamina- absorbuje formaldehyd, ksylen i amoniak.
2. Daktylowiec niski- skuteczny w pochłanianiu formaldehydu i ksylenu.
3. Skrzydłokwiat- nie tylko piękny, ale też pożyteczny. Usuwa lotne związki organiczne emitowane przez masy szpachlowe, kleje, farby i lakiery.
4. Gerbera- mały, niepozorny kwiatek, który radzi sobie z pochłanianiem benzenu, trichloroetenu, formaldehydu i toluenu.
5. Zielistka- ta popularna roślina pochłania toluen, formaldehyd, benzen i ksylen.
6. Paprotka- bardzo skutecznie absorbuje formaldehyd (według autorek książki jest w tym najlepsza z przebadanych roślin). Oprócz tego ma zdolności do pochłaniania ksylenu. 


21 września

Soraya Plante & Soraya Naturalnie

Soraya Plante & Soraya Naturalnie

Jakiś czas temu dobrze wszystkim znana Soraya wypuściła dwie nowe linie kosmetyków: Plante (dostępne wyłącznie w Rossmannie) oraz Naturalnie (chyba niedostępne w Rossmannie, ale za to m.in w Hebe, Naturze i Super- Pharmie). Kosmetyki dość mocno reklamowane były na Instagramie i blogach. Jako, że skład tych kosmetyków wydaje się być przyzwoity i można je łatwo znaleźć w popularnych drogeriach, to skusiłam się na kilka produktów.

Na początku kupiłam Krem pod oczy i Krem na noc z serii Plante. Potem, gdy skończył mi się żel do mycia twarzy to chciałam jeszcze dokupić z tej serii, ale trafiłam wtedy do Hebe i okazało się, że zamiast Plante jest seria Naturalnie. Ostatecznie nie żałuję- skład jest bardzo zbliżony, a linia Naturalnie chyba bardziej mi odpowiada pod względem zapachu (choć niestety obie serie są moim zdaniem stanowczo zbyt mocno perfumowane, jak na linie kosmetyków "naturalnych").

1. SORAYA PLANTE- KREM POD OCZY NATURALNIE WYGŁADZAJĄCY

Całkiem przyjemny kosmetyk. Jeśli chodzi o działanie to właściwie nie mam mu nic do zarzucenia. Dużym plusem jest brak zapachu. Poniżej skład. Producent deklaruje, że składniki oznaczone gwiazdką są naturalne lub pochodzenia naturalnego.



Aqua*;
Propanediol*- substancja o wszechstronnym zastosowaniu, m.in. rozpuszczalnik kwasów i ekstraktów roślinnych, wpływa na konsystencję;
Glycerin*- posiada właściwości nawilżające, zatrzymuje wodę, zapobiega wysychaniu kosmetyków; 
Decyl Oleate*- emolient, stosowany w stanie czystym może powodować powstawanie wyprysków;
Macadamia Integrifolia Seed Oil*- olej z orzechów makadamii;
Dicaprylyl Ether*- lekki emolient, wygładza i zmiękcza skórę;
Trehalose*- zapobiega utracie wody;
Distarch Phosphate*- substancja wiążąca, stabilizująca, zagęszczająca;
Oryza Sativa Starch*- skrobia ryżowa;
Cetearyl Alcohol*- emolient, składnik wpływający na konsystencję;
Glyceryl Stearate*- emulgator i emolient, wygładza i zmiękcza skórę, w wysokim stężeniu może powodować powstawanie wyprysków;
Myristyl Myristate*- emolient, stosowany w stanie czystym może powodować powstawanie wyprysków;
Simmondsia Chinensis Seed Oil*- olej jojoba;
Phytic Acid*- kwas fitowy;
Glycine Soja Oil*- olej sojowy;
Chlorella Vulgaris Extract*- wyciąg z chlorelli zwyczajnej;
Tocopherol*- wit. E;
Beta-Sitosterol*- stabilizator emulsji, wykazuje działanie przeciwzapalne;
Cryptomeria Japonica Bud Extract*- wyciąg z szydlicy japońskiej;
Hydrogenated Palm Glycerides Citrate*- emulgator;
Butylene Glycol*- ułatwia przenikanie substancji aktywnych, rozpuszczalnik dla ekstraktów roślinnych;
Arachidyl Alcohol*- emolient, stosowany w wysokim stężeniu może powodować powstawanie wyprysków;
Cetyl Alcohol*- emolient, stosowany w stanie czystym może powodować powstawanie wyprysków;
Sodium Stearoyl Glutamate*- emulgator;
Behenyl Alcohol*- emolient, zagęstnik;
Arachidyl Glucoside*- emulgator;
Xanthan Gum*- posiada właściwości zagęszczające i emulgujące;
Caprylyl Glycol- emolient, stosowany w wysokim stężeniu może powodować powstawanie wyprysków;
Citric Acid*- reguluje pH;
Sodium Hydroxide- reguluje pH, dozwolony w ograniczonym stężeniu;
Squalane*- oleista ciecz, emolient, występuje naturalnie w sebum;
Phenoxyethanol- konserwant; niektórzy uważają, że lepiej unikać go w ciąży i w okresie karmienia piersią, przy skórze wrażliwej i atopowej, a także chronić przed nim małe dzieci; mimo to konserwant ten jest powszechnie stosowany i ciężko go uniknąć (m.in. może zastępować słynne już parabeny). W Polsce (i ogólnie UE) jest dopuszczony do stosowania w kosmetykach w stężeniu max. 1,0% (w takim stężeniu maksymalnym jest uznany za bezpieczny przez Komitet Naukowy ds. Bezpieczeństwa Konsumentów działający przy Komisji Europejskiej). Co ciekawe można go znaleźć też w kosmetykach aptecznych i dla kobiet w ciąży.

2. SORAYA PLANTE- NATURALNIE NAWILŻAJĄCY KREM NA NOC


Na pierwszy rzut oka skład wydaje się być dobry, dużo ekstraktów roślinnych i substancji pochodzenia naturalnego (producent oznaczył je gwiazdką na etykiecie) zachęca do wypróbowania. Nie jest to zły produkt, ale wydaje mi się, że można znaleźć coś lepszego w podobnej cenie. Według mnie posiada bardzo chemiczny, męczący zapach. Ja nie planuję kupować go ponownie. 


Aqua*;
Glycerin*- posiada właściwości nawilżające, zatrzymuje wodę, zapobiega wysychaniu kosmetyków; 
Coco-Caprylate/Caprate*- emolient;
Macadamia Integrifolia Seed Oil*- olej z orzechów makadamii;
Propanediol*- substancja o wszechstronnym zastosowaniu, m.in. rozpuszczalnik kwasów i ekstraktów roślinnych, wpływa na konsystencję;
Sorbitan Stearate*- emulgator;
C10-18 Triglycerides*- emolient, zmiękcza i natłuszcza skórę;
C13-15 Alkane*- emolient; 
Canola Oil*- olej rzepakowy;
Oryza Sativa Starch*- skrobia ryżowa;
Cetearyl Alcohol*- emolient, składnik wpływający na konsystencję;
Shea Butter Ethyl Esters*- emolient;
Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum*-stabilizator emulsji, składnik wpływający na konsystencję; 
Phytic Acid*- kwas fitowy;
Glycine Soja Oil*- olej sojowy;
Caesalpinia Spinosa Gum*- stabilizator emulsji, składnik wpływający na konsystencję;
Tocopherol*- wit. E; 
Beta-Sitosterol*- stabilizator emulsji, wykazuje działanie przeciwzapalne;
Camellia Sinensis Leaf Extract*- ekstrakt z zielonej herbaty;
Aloe Barbadensis Leaf Extract*- ekstrakt z aloesu;
Glyceryl Stearate*- emulgator i emolient, wygładza i zmiękcza skórę, w wysokim stężeniu może powodować powstawanie wyprysków;
Sucrose Cocoate*,- naturalny emulgator;
Caprylyl Glycol- emolient, stosowany w wysokim stężeniu może powodować powstawanie wyprysków;
Sodium Hydroxide- reguluje pH, dozwolony w ograniczonym stężeniu;
Squalane*- oleista ciecz, emolient, występuje naturalnie w sebum;
Citric Acid*- reguluje pH;
Phenoxyethanol- konserwant; niektórzy uważają, że lepiej unikać go w ciąży i w okresie karmienia piersią, przy skórze wrażliwej i atopowej, a także chronić przed nim małe dzieci; mimo to konserwant ten jest powszechnie stosowany i ciężko go uniknąć (m.in. może zastępować słynne już parabeny). W Polsce (i ogólnie UE) jest dopuszczony do stosowania w kosmetykach w stężeniu max. 1,0%. Co ciekawe można go znaleźć też w kosmetykach aptecznych i dla kobiet w ciąży;
Potassium Sorbate- konserwant stosowany w kosmetykach naturalnych;
Parfum.

3. SORAYA NATURALNIE- DELIKATNY ŻEL DO MYCIA TWARZY





Aqua*;
Coco-Glucoside, Caprylyl/Capryl Glucoside*- delikatne substancje myjące i emulgatory; wytwarzane z surowców roślinnych;
Glycerin*- posiada właściwości nawilżające, zatrzymuje wodę, zapobiega wysychaniu kosmetyków;
Xanthan Gum*- posiada właściwości zagęszczające i emulgujące;
Panthenol- inaczej prowitamina B5; posiada właściwości kojące, łagodzące i nawilżające;
Anthemis Nobilis Flower Extract*- wyciąg z rumianku rzymskiego (inaczej rumianu szlachetnego); koi i łagodzi, wykazuje również działanie antybakteryjne i antygrzybiczne;
Propylene Glycol- zwiększa rozpuszczalność innych składników oraz dostępność dla skóry substancji aktywnych, zatrzymuje wodę w kosmetyku, wpływa na konsystencję produktu;
Citric Acid*- reguluje pH;
Tetrasodium Glutamate Diacetate*- środek stabilizujący pochodzenia roślinnego;
Sodium Benzoate- konserwant, często stosowany w kosmetykach naturalnych;
Parfum.


Delikatny, dobrze myjący produkt. Dla mnie zbyt mocno perfumowany, ale wiadomo- to kwestia subiektywna. Dużą zaletą tego produktu jest prosty skład. Tak jak w przypadku poprzednich kosmetyków gwiazdką zostały oznaczone przez producenta substancje naturalne lub pochodzenia naturalnego.



Czy mogę polecić te produkty? Ogólnie tak, jeśli jesteście przyzwyczajeni do używania standardowych, drogeryjnych produktów. Mają przyzwoite składy, są dobrze dostępne w przystępnej cenie. Jeśli natomiast stosujecie na co dzień bardziej naturalne kosmetyki, o prostych składach i neutralnych lub ziołowych zapachach to... możecie być trochę zawiedzeni :) 

18 sierpnia

Marka, którą warto poznać

Marka, którą warto poznać


Uwielbiam hydrolat różany, stosuję go wręcz nałogowo- na twarz jako tonik, na włosy jako mgiełkę. Ostatnio jednak zrezygnowałam z niego na rzecz małej buteleczki toniku- esencji od firmy, która już od dawna kusiła mnie swoimi produktami.

Polny Warkocz, bo to o nim mowa to marka lubelskiego Laboratorium Cosmeceuticum, którą zdecydowanie warto poznać. To kosmetyki o prostych składach nawiązujące do słowiańskich receptur. Sam producent tak je opisuje:



Polny Warkocz to linia naturalnych kosmetyków inspirowana wiedzą, kulturą oraz dziedzictwem naszych przodków. Radosne święta ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju i płodności tworzą pełen miłości i harmonii z naturą festiwal życia Słowian.
Takie właśnie są produkty w serii Polny Warkocz. Proste i harmonijne receptury oparte na wiedzy o naturalnych składnikach, które odpowiednio zestawione wzmacniają swoje działanie, stanowią o ich wartości.
Źródło: http://polnywarkocz.pl



Nie mogę się wypowiadać o wszystkich ich produktach, ale Nawilżająca esencja z mleczkiem pszczelim jest rewelacyjna. W składzie oprócz hydrolatu różanego (no cóż...) jest jeszcze między innymi mleczko pszczele i powstałe w wyniku fermentacji enzymy roślinne. Pełny skład prezentuje się następująco:

Woda, Hydrolat z Kwiatów Róży Damasceńskiej, Gliceryna Roślinna, Mleczko Pszczele, Propanediol, Wyselekcjonowane Enzymy Roślinne, Alkohol Benzylowy, Kwas Dehydrooctowy



Miłego tygodnia i dajcie znać czy znacie kosmetyki z tej serii! ;)



04 sierpnia

Mineralny korektor pod oczy o kremowej konsystencji

Mineralny korektor pod oczy o kremowej konsystencji

Kosmetyki mineralne są alternatywą dla tradycyjnych, "ciężkich" kosmetyków płynnych, zawierających mnóstwo syntetycznych dodatków. Kuszą naturalnymi składami i lekkością. Odkąd tylko odważyłam się zamówić pierwszą próbkę minerałów (w czasach, gdy nie były praktycznie w ogóle dostępne stacjonarnie), to prawie zupełnie zrezygnowałam z płynnych podkładów. Jedynym kosmetykiem, którego jakoś nie umiałam wyobrazić sobie w mineralnej wersji był korektor pod oczy. Aplikowanie czegoś o konsystencji pudru, co mogłoby wysuszać i podkreślać zmarszczki zupełnie mnie nie przekonywało. Od jakiegoś czasu odkryłam jednak ciekawą alternatywę dla płynnych korektorów- produkt mineralny od Pixie, który chciałam Wam dzisiaj polecić!

Jak się okazuje, z powodzeniem można połączyć naturalne, sypkie składniki z odżywczymi olejkami i uzyskać kremową, kryjącą konsystencję. Korektor stosuję przede wszystkim na cienie pod oczami. Szybko i wygodnie aplikuję go palcem (nie lubię "paćkać" pędzelkiem pod okiem), ale myślę że i aplikatory sprawdzą się z tym produktem. Jeśli szukacie czegoś o prostym składzie to polecam wypróbować :)

INCI: Ricinus Communis Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Kaolin, Titanium Dioxide, Mica, Hydrogenated Coco-Glycerides, Sucrose Tetrastearate Triacetate, Cera Alba, Candelilla Cera, Copernicia Cerifera Cera, Squalane, Helianthus Annuus Seed Oil, Tocopheryl

Poniżej krótki opis poszczególnych składników:


Zdjęcie produktu pochodzi ze strony producenta: pixiecosmetics.com


Jeśli chodzi o dostępne wersje kolorystyczne to są trzy kolory do wyboru; dwa przeznaczone dla jaśniejszych karnacji i jeden ciemniejszy:




Źródło: pixiecosmetics.com

Mój produkt jest w kolorze 02 Sweet Almond. To ciepły, mocno żółty, ale dostosowujący się do koloru cery i podkładu kolor.

Znacie ten produkt? Miłego tygodnia i do następnego wpisu (mam nadzieję, za niedługo :))



12 maja

O hydrolatach + diy

O hydrolatach + diy



Hydrolaty to inaczej wody kwiatowe lub ogólniej mówiąc roślinne. Powstają jako produkt uboczny procesu destylacji olejków eterycznych. Są bogactwem związków chemicznych rozpuszczalnych w wodzie, których nie znajdziemy w olejku eterycznym. Zawierają one niewielkie ilości olejku eterycznego- od 0,02 do 0,5%, stąd zwykle mają delikatny zapach (choć nie zawsze i często zapach ten jest inny niż zapach czystego olejku eterycznego). Warto włączyć je do pielęgnacji twarzy, ciała, a nawet włosów. Są naturalne, delikatne i w zależności od wykorzystanego surowca wykazują specyficzne działanie.


Jak możemy stosować hydrolat?


  • Jako tonik lub zamiennik wody termalnej- spryskując nim twarz lub przecierając ją nasączonym wacikiem (ja uwielbiam wodę różaną, ale możliwości jest znacznie więcej);
  • jako fazę wodną własnoręcznie robionych kosmetyków (na przykład delikatny hydrolat rumiankowy w kremie do rąk, hipoalergiczny hydrolat lipowy w płynie micelarnym);
  • jako wodę po goleniu/ depilacji- w celu ukojenia skóry (na przykład hydrolat lawendowy lub bławatkowy);
  • jako naturalny odświeżacz pościeli, czy też powietrza (tutaj też można wykorzystać uspokajające właściwości zapachu hydrolatu lawendowego czy też piękny zapach hydrolatu różanego);
  • jako okład na opuchnięcia, na przykład okolic oczu (tutaj świetnie sprawdzi się hydrolat bławatkowy);
  • do rozrabiania maseczek glinkowych i algowych (w zasadzie możemy wybrać dowolny hydrolat, ale polecam oczarowy);
  • jako mgiełka do włosów (w celu nawilżenia i nadania delikatnego zapachu- osobiście lubię  hydrolat różany).




Hydrolaty możemy stosować praktycznie bez ograniczeń, oczywiście jeśli nie jesteśmy uczuleni na daną roślinę. Warto jednak poczytać o właściwościach wybranego hydrolatu, by wykorzystać w pełni jego działanie. Wody kwiatowe/roślinne są dostępne w sprzedaży z konserwantami lub nie. Te pozbawione środka konserwującego dobrze jest przechowywać w chłodnym miejscu.  

Kilka moich propozycji na początek (ale zachęcam do poszukiwania własnych ulubieńców):

  • hydrolat lipowy- łagodzi stany zapalne i zaczerwienienia, może być stosowany w pielęgnacji okolic oczu;
  • hydrolat różany lub taki lub taki- nawilża, koi podrażnioną i wysuszoną skórę, tonizuje;
  • hydrolat rumiankowy- łagodzi, koi, sprawdzi się w pielęgnacji cery naczynkowej i wrażliwej.
W nazwach podlinkowałam produkty, które używałam i polecam.

Inne popularne wody kwiatowe (tych nie stosowałam, więc nie będę polecać konkretnych produktów):
  • hydrolat oczarowy- polecany do cery trądzikowej i zanieczyszczonej;
  • hydrolat z kwiatów gorzkiej pomarańczy (Neroli)- intensywnie pachnący, wykazuje działanie tonizujące, napina i rozjaśnia skórę;
  • hydrolat bławatkowy- szczególnie polecany do pielęgnacji okolic oczu i skóry podrażnionej;
  • hydrolat z drzewa herbacianego- polecany do cery trądzikowej i zanieczyszczonej, a także przy problemach z łupieżem;
  • hydrolat lawendowy- polecany do wszystkich typów cer, posiada relaksujący zapach;
  • hydrolat miętowy- wykazuje działanie pobudzające, odświeżające, antybakteryjne. Łagodzi swędzenie (np. po ukąszeniach) i poparzenia słoneczne.


Robimy hydrolat w domu!

Dla tych, którzy odczuwają satysfakcję, z tego, że mogą zrobić coś sami polecam spróbować wykonać hydrolat w domu. Metody domowe z pewnością nie są tak dobre, jak te stosowane przemysłowo. Chyba, że macie w domu aparaturę do destylacji- ja nie mam :)  Jeśli jednak mamy dostępny surowiec i trochę czasu to przecież szkoda żeby się zmarnował :) Są dwie domowe metody: z wykorzystaniem kawiarki oraz z wykorzystaniem garnka. 

Metoda z wykorzystaniem kawiarki jest znacznie szybsza i wygodniejsza. Postępujemy tak, jak przy zaparzaniu kawy. Do dolnej części kawiarki wlewamy wodę (miękką- destylowaną, przegotowaną lub przefiltrowaną, na sitko umieszczamy surowiec roślinny, kawiarkę umieszczamy na wolnym ogniu i czekamy, aż woda z dolnej części kawiarki parując nasyci się dobrymi substancjami z roślin i "przejdzie" do górnej części naczynia. 



Photo by Philipp Lublasser on Unsplash

Metoda z wykorzystaniem garnka, jest bardziej czasochłonnna, ale jak się nie ma kawiarki, to tak też można uzyskać hydrolat. Ja tym sposobem zrobiłam hydrolat lawendowo- miętowy. Od razu się tłumaczę: świeżą lawendę i miętę miałam, ponieważ hydrolat robiłam zeszłego lata, a nie teraz :)

Wykonanie

1. W dużym garnku umieszczamy na środku odwrócony dnem mniejszy garnek lub cegłę lub coś na czym będziemy mogli ustawić naczynie do zbierania hydrolatu.
2. Dookoła wsypujemy surowiec roślinny.

3. Całość zalewamy wodą destylowaną, przefiltrowaną lub przegotowaną.
4. Ustawiamy naczynie do zbierania hydrolatu.


5. Następnie całą konstrukcję przykrywamy odwróconą pokrywką. Dobrze, gdy pokrywka jest schłodzona.
6. Na samą górę konstrukcji kładziemy ściereczkę z woreczkami lodu (to taka nasza prowizoryczna chłodnica). Lodu trzeba przygotować sporo, bo trzeba go w trakcie gotowania wymieniać. Ważne, żeby woreczki były szczelne, żeby nic nam nie wyciekało i nie zalewało kuchenki ;)
7. Tak przygotowaną wieżę ustawiamy na bardzo wolnym ogniu. Woda podgrzewa się, nasyca substancjami zawartymi w surowcu i paruje, następnie natrafia na zimną rączkę pokrywki i skrapla się wpadając do naszego naczynia :)
8. Gotowy hydrolat możemy zakonserwować lub przechowywać w lodówce i zużyć w krótkim czasie.

Niestety nie mam więcej zdjęć, ale mam nadzieję, że opis jest czytelny. Koniecznie dajcie znać, czy używacie hydrolatów i czy próbowałyście robić je same :)




Copyright © 2016 Naturalnie, że zadbana , Blogger