20 października

Mały poradnik pielęgnacyjny- cztery porady, które mogą ułatwić codzienną pielęgnację

Mały poradnik pielęgnacyjny- cztery porady, które mogą ułatwić codzienną pielęgnację


Dzisiaj zapraszam na krótki wpis pielęgnacyjny, a dokładnie cztery porady, dzięki którym codzienna pielęgnacja może być lepsza. Nie są to porady w stylu szybki, spektakularny efekt, ale codzienne, dobre nawyki, które z czasem procentują.

Photo by Sarah Dorweiler on Unsplash

 

Porada nr 1- mniej znaczy więcej

Nie będę tutaj zachęcać do minimalizmu kosmetycznego, bo tak jak jedni są zwolennikami jednego kremu, tak dla innych produkty dedykowane i wieloetapowa pielęgnacja to podstawa. Warto jednak przeanalizować to, jak dużo produktu danego typu nakładamy, jak szybko zużywamy dany kosmetyk. Podobno to trochę nasza cecha narodowa, że wsypujemy za dużo proszku do prania, wylewamy na włosy za dużo szamponu, czy myjemy naczynia w za dużej ilości płynu. To jest coś, z czym sama walczę. Lepiej regularnie smarować dłonie kremem niż nakładać go raz dziennie w za dużej ilości. Gruba warstwa kremu przeciwzmarszczkowego pod oczy nie sprawi, że rano obudzimy się 10 lat młodsze, a może wręcz wywołać efekt odwrotny. Za duża ilość szamponu czy żelu do mycia twarzy to nie tylko większe wydatki, ale również większe ryzyko podrażnień i alergii. 
Photo by ian dooley on Unsplash


Jak zmienić złe nawyki i przestać rozchlapywać kosmetyki? Mi osobiście pomaga kupowanie produktów lepszej jakości, droższych. Kremu za przysłowiowe 10zł się nie oszczędza, ale drogie serum traktuje się jak pewien luksus- skrupulatnie odliczając wcierane w twarz krople. Oczywiście nie zachęcam wcale do kupowania teraz najdroższych kosmetyków na jakie nas stać (albo co gorsza takich na jakie nas nie stać), ale do wybierania produktów dobrej jakości, bogatych w aktywne substancje i używania ich jak produktów luksusowych.


Porada nr 2- produkty do oczyszczania twarzy należy zmywać

Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek zapomniał zmyć z twarzy żel czy piankę myjącą, ale o tym, że płyn micelarny należy zmywać dowiedziałam się całkiem niedawno (prowadziłam już wtedy tego bloga!). Dałam się zwieść lekkiej, wodnistej konsystencji, która bardziej przypomina tonik czy hydrolat... A przecież płyn micelarny zawiera substancje myjące! Może jeszcze gdyby się pienił, to wpadłabym na to, żeby go zmyć, a tak, wielokrotnie przecierałam nim twarz jak tonikiem. No cóż mogę powiedzieć... nie róbcie tak :)
Photo by Austin Kehmeier on Unsplash


Porada nr 3- najpierw rozczesujemy końcówki włosów, a dopiero potem przeczesujemy włosy od góry

Czasami wydaje nam się, że jak zaczniemy czesać włosy od nasady, to będzie szybciej. No bo kto by się bawił w skrupulatne rozczesywanie końcówek, jak właściwie już jesteśmy spóźnione? Gdy włosy nie są bardzo poplątane to być może jakoś ujdzie nam to płazem, ale w przeciwnym razie nie dość, że bardziej narażamy włosy na zniszczenia, to jeszcze ryzykujemy że zrobi nam się kołtun, którego rozczesanie nie dość że trudne, to jeszcze czasochłonne. A i tak może się skończyć na konieczności obcięcia poplątanych włosów. Niestety, jako posiadaczka długich i baaardzo cienkich włosów, wiem co mówię.
Photo by Element5 Digital on Unsplash


Porada nr 4- dobrze jest rozczesać włosy przed myciem

Ten punkt jest powiązany z poprzednim. W trakcie mycia włosy i tak ulegają splątaniu, więc lepiej dla nas, żeby nie były splątane za bardzo. Zwłaszcza, że mokre włosy są bardziej podatne na zniszczenia. Dodatkowo masaż szczotką głowy wstępnie oczyszcza ją, chociażby ze złuszczonego naskórka, co też korzystnie wpływa na samo mycie. 


A Wy, jakie macie pielęgnacyjne porady? 

07 października

Jesień & "prawdziwy" cynamon

Jesień & "prawdziwy" cynamon

Piękne słoneczne dni dają iluzję, że to jeszcze lato, ale chłodne, mgliste poranki i coraz ciemniejsze wieczory nie pozostawiają złudzeń- mamy jesień. Ostatnio zastanawiałam się, jak to właściwie jest z tą jesienią? Czy ja ją lubię czy nie? Nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi, ale przynajmniej mam plan, by możliwie umilić sobie tę niejednoznaczną porę roku. Jednym z takich umilaczy jest rozgrzewający cynamon- czy to w cieście z owocami, czy też jako pyszny dodatek do kawy. Pewnie niejeden dom od października do marca wypełnia zapach tej aromatycznej przyprawy korzennej, dlatego dzisiaj postanowiłam trochę o niej napisać.


W czasach studenckich długie godziny spędzane w laboratorium sprzyjały rozmowom na wiele tematów. Zwłaszcza w laboratorium, które specjalizowało się w badaniu ekstraktów roślinnych pod kątem ich medycznego zastosowania. Pamiętam doskonale, jak usłyszałam kiedyś, że ten cynamon to wcale nie jest taki zdrowy i że nie powinno się go nadużywać. Trochę się wtedy zdziwiłam, bo zawsze wydawało mi się, że jest wręcz przeciwnie. Pochłonięta swoimi badaniami do pracy dyplomowej nie zgłębiałam tego tematu, ale na wszelki wypadek postanowiłam stosować tę przyprawę z umiarem. I tak właściwie całkiem niedawno wpadła mi w rękę książka Agnieszki Cegielskiej Naturalnie, a tam rozdział o cynamonie. Nie wiem, czy wiecie (ja przyznaję, nie wiedziałam!), ale pod nazwą tej przyprawy kryje się co najmniej kilka podobnych do siebie gatunków roślin. I jak się okazuje, chociaż są one zbliżone pod kątem smaku i aromatu, to jednak jest pewna subtelna różnica, która sprawia, że nie każdy z nich jest tak samo wartościową przyprawą. Na rynku dominuje cynamon otrzymywany z chińskiego cynamonowca wonnego (Cinnamomum cassia) o dość ostrym, piekącym smaku. W postaci niezmielonej charakteryzuje się wyraźnie ciemnym, brunatnym zabawieniem. Chociaż nie można odmówić mu walorów smakowych i zapachowych to niestety zawiera spore ilości kumaryny- według źródeł internetowych około 1-5% (według autorki książki Naturalnie ok. 5%). Kumaryna, substancja o przyciągającym zapachu skoszonej trawy i wanilii, niestety według aktualnej wiedzy w dużych dawkach prowadzi do poważnych uszkodzeń wątroby. Oczywiście, zanim pobiegniecie wyrzucić wszystkie zgromadzone zapasy cynamonu to pamiętajcie o tym, że dawka czyni truciznę. Stosowany z umiarem cynamon kasja nie powinien zaszkodzić- wszak przyprawa ta stosowana jest w Chinach od wieków. Wielbicielom ciastek korzennych i aromatyzowanych herbat polecam jednak rozejrzeć się w sklepach ze zdrową żywnością za cynamonem cejlońskim (Cinnamomum verum), zwanym też czasami prawdziwym cynamonem. Zawartość kumaryny w cynamonie cejlońskim to... (i tutaj również źródła różnie podają) 0,004% lub 0,04% (autorka książki podaję tę drugą wartość). Jakby nie patrzeć to znacznie mniej.

Cynamon cejloński można odróżnić od chińskiego po wyglądzie lasek. Twarda, zwinięta w jednym kierunku kora to cynamon chiński. Postrzępiona, przypominająca cygaro laska to cynamon cejloński. Ten na zdjęciu wygląda na cynamon chiński. Zdjęcie: Heather Barnes on Unsplash.
 

Czy rozpoznajecie na tym zdjęciu opisywane gatunki cynamonu?

Cynamon (zarówno cejloński, jak i inne odmiany) wykazuje silne działanie antyseptyczne, dlatego między innymi pomaga w walce z przeziębieniem, korzystnie wpływa na układ pokarmowy, jest bogaty w antyoksydanty, potencjalnie może pomagać w leczeniu cukrzycy, czy też chorób sercowo- naczyniowych. Warto dodawać go do potraw, zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym, bo ma też działanie rozgrzewające i wzmacniające organizm. 

Mam nadzieję, że czujecie się zachęceni do używania tej przyprawy, zwłaszcza jesienną porą :)

Wybrane źródła:

Cegielska A, Naturalnie, Burda, Warszawa 2017
Kaławaj K, Lemieszek MK. Prozdrowotne właściwości cynamonu. Med Og Nauk Zdr. 2015; 21(3): 328–331. doi: 10.5604/20834543.1165362
http://www.blog.dunajewski.pl/dietetyka/cynamon-cejlonski-czy-chinski/

25 sierpnia

Szampon w kostce- pierwsze wrażenia

Szampon w kostce- pierwsze wrażenia

Do tematu szamponu w kostce długo podchodziłam jak do jeża. Mimo, że często używam mydeł w kostce, to rozrzut opinii o takich szamponach od zachwytów po myślałam, że nigdy nie rozczeszę po tym włosów skutecznie odstraszał mnie od tematu. Ostatnio, podczas zakupów, zaszalałam i po prostu wrzuciłam kostkę szamponu bez zastanowienia do koszyka. Wiedziałam, że z każdą sekundą zastanawiania się szansa, że wreszcie ją wypróbuję maleje. Szampon przetestowałam w warunkach wyjazdowych, żeby nie kusiło mnie używanie innych, płynnych szamponów zamiennie... i jestem pozytywnie zaskoczona! Tak jak nie przepadam za naturalnymi szamponami, czy raczej tymi bez silikonów i sl(e)s, bo mam po nich efekt matowego siana, tak o dziwo całkiem polubiłam się z szamponem w kostce. Przyznaję, że zawsze stosowałam go z odżywką, bo jednak jest to produkt z gatunku tych, które zostawiają skrzypiące włosy. Mimo to, po wyschnięciu włosy wyglądają zdrowo i błyszcząco, nie ma efektu matowej szopy, czy też przyklapniętych strąków. Jeśli chodzi o używanie to przyznaję, że jest mniej wygodny, bo jednak trzeba trochę namydlić tej piany, którą nakłada się na włosy. I to chyba na razie główny powód, dla którego ciężko mi zupełnie zrezygnować z szamponów w płynie. Także wyjazdowo- bardzo polecam, domowo- kwestia bardzo indywidualna. Chociaż ilość plastikowych butelek wyrzucanych przy sprzątaniu łazienki zdecydowanie zachęca do spróbowania czegoś bardziej ekologicznego.

Celowo nie pisałam od początku o konkretnym produkcie, bo jest to mój pierwszy taki szampon, nie mam porównania z innymi i bardziej niż polecać konkretny kosmetyk chcę polecić samą ideę. Gdyby jednak kogoś interesowało to wybrałam Nature Box Szampoo bar with almond oil, ale chętnie poczytam Wasze polecenia i doświadczenia w tym temacie:)







P.S. Wiecie że są też odżywki do włosów w kostce?

25 czerwca

Mydła- tradycyjne receptury cenione i dziś

Mydła- tradycyjne receptury cenione i dziś
Mydła w kostce kojarzą mi się z dzieciństwem. W dzisiejszych czasach rynek zdominowały żele do mycia i tzw. "mydła w płynie" (które niewiele mają wspólnego z prawdziwym mydłem). Sama przez wiele lat unikałam mydeł wierząc w powszechne zapewnienia, że ich zasadowe pH nie wpływa dobrze na skórę. Z drugiej strony producenci mydeł (zwłaszcza tych naturalnych) zapewniają jednak, że po kąpieli pH skóry bardzo szybko wraca do normy i bardziej niż mydło może nam zaszkodzić  wysuszający, syntetyczny detergent. Co mogę powiedzieć na ten temat dzisiaj? Nie wiem kto ma rację, ale moja skóra wcale nie reaguje źle na mydła. Odkąd zaczęłam je zabierać ze względów praktycznych na wakacje (jedna kostka, którą można się umyć, umyć włosy i jeszcze zrobić pranie! A do tego nie ma z nią problemu przy limitach na bagaż podręczny), to jakoś tak je polubiłam. Dzisiaj chciałabym napisać kilka słów o mydłach, które od lat produkowane są w tradycyjny sposób w różnych zakątkach świata.

1. Mydło marsylskie



Zdjęcie: Artiom Vallat on Unsplash


Ten jeden z bardziej znanych francuskich kosmetyków wytwarzany jest od wieków na południu Francji (Marsylia, okolice Doliny Rodanu i Prowansja). Tradycyjnie w składzie powinna być oliwa z oliwek, jednak obecnie często łączona jest lub zastępowana innymi olejami. Przyjęło się, że mydło to powinno zawierać 72% olejów roślinnych (oliwa z oliwek, olej kokosowy, palmowy, arganowy i inne), ług sodowy (ewentualnie ług potasowy), sól morską, wodę i glicerynę. Czasami skład wzbogacany jest o dodatki zapachowe i pielęgnacyjne, choć najbardziej klasycznym kosmetykiem jest kostka 300g wyprodukowana z oliwy z oliwek. W składzie nie powinno być takich dodatków jak parabeny, glikole, czy pochodne ropy naftowej (na przykład wazelina). Oryginalne mydło marsylskie jest produktem wegańskim, nie jest testowane na zwierzętach i jest bezpieczne dla środowiska (biodegradowalne).



Zdjęcie: Roberta Sorge na Unsplash


Co sprawia, że ta zwykła kostka mydła wciąż jest popularna?

Jej cechą charakterystyczną jest uniwersalność. Nadaje się do mycia rąk, twarzy, całego ciała, może zastępować szampon do włosów. Tutaj z mojego doświadczenia- to wszystko prawda, ale jeśli chodzi o mycie włosów to samo mydło nadaje się do tego na krótką metę, na przykład na wakacjach. Jeśli miałabym zastąpić nim zupełnie szampony to musiałabym dołączyć do niego kwaśne płukanki, które lepiej wypłukują produkt. Mydło to wykorzystywane jest również w gospodarstwie domowym do prania i odplamiania, czyszczenia i sprzątania. Podobno można nim również myć sierść zwierząt (ale tego nie próbowałam, więc nie mogę Wam polecać).



2. Mydło z Aleppo


Zdjęcie: Eugenio Cuppone z Pixabay

Mydło z Aleppo przenosi nas co najmniej do czasów starożytnych. Wytwarzane od tysięcy lat w syryjskim mieście Aleppo mydło to cenione jest za antybakteryjne działanie. Sposób jego wytwarzania należy do najstarszych i najprostszych metod produkcji. Mydło przygotowuje się w wielkich kotłach, gdzie miesza się ze sobą oliwę z oliwek i ług sodowy. W kolejnym etapie dodawany jest olej laurowy i to on odpowiada właśnie za działanie antybakteryjne i lecznicze mydła z Aleppo. Po przepłukaniu i uformowaniu kostek- leżakują one przez dziewięć miesięcy w gorącym, pustynnym klimacie. Produkt końcowy może zawierać różne stężenie oleju laurowego- im wyższe tym mydło bardziej wysusza i ściąga skórę, co należy wziąć pod uwagę przy wyborze produktu. Przyznam szczerze, że nie miałam jeszcze okazji używać tego mydła, ale bazując na znalezionych wskazówkach produkty o stężeniu oleju laurowego do 20% są odpowiednie do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, natomiast o wyższym stężeniu można stosować przy problemach skórnych, trądziku, stanach zapalnych. Zawsze jednak należy ostrożnie zwiększać stężenie, by uniknąć ewentualnych podrażnień skóry. Produkty o bardzo wysokim stężeniu oleju laurowego ( nawet 70%) mają zastosowanie jako środek do prania (i tutaj przydaje się działanie antybakteryjne oleju laurowego).

3. Mydło kastylijskie


W wersji w płynie to ostatnio mój ulubieniec. Choć oczywiście oryginalne jest w formie kostki. Pochodzi z hiszpańskiego regionu- Kastylii i podobno powstało jako inspiracja mydłem z Aleppo. Delikatne, biodegradowalne, powstaje wyłącznie z oliwy z oliwek i ługu sodowego. Dzięki temu, że nie zawiera dodatków nadaje się nawet do opryskiwania roślin przeciw mszycom i mrówkom. Podobnie jak mydło marsylskie jest niezwykle uniwersalne, można stosować je do higieny osobistej, jak i również prania czy sprzątania. W przypadku sprzątania jego działanie można jeszcze uzupełnić dodając antybakteryjne olejki eteryczne, na przykład z drzewa herbacianego lub lawendowy. Czytałam również, że jest nawet rekomendowane do pielęgnacji delikatnej skóry niemowląt, ale nie próbowałam, więc w tak delikatnej materii nie mogę Wam polecać :)

Mydło kastylijskie jest chyba trochę mniej znane niż marsylskie, ale warto je wypróbować.

4. Czarne mydło afrykańskie dudu Osun


Moim zdaniem najbardziej "egzotyczny" produkt z wymienionych. To mydło do zadań specjalnych. Co ciekawe byłam zaskoczona, że jest dostępne stacjonarnie w Rossmannie. Wytwarzane ręcznie w Nigerii. Nadaje się do pielęgnacji cery problematycznej i wrażliwej, ale też do demakijażu (za wyjątkiem demakijażu oczu!). Ma działanie peelingujące. Skład jest dość ciekawy i bogaty w porównaniu do innych tego typu produktów, ale wciąż naturalny:

miód, masło shea, sproszkowane afrykańskie drzewo sandałowe Osun, olej palmowy, palone strąki drzewa kakaowego, palone liście palmy, aloes, sok z limonki, woda, aromat

Zdjęcie: Ashley Pomeroy / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)

5. Savon noir- czarne mydło

Jedyne mydło w tym zestawieniu, które tradycyjnie nie ma formy kostki. Również pochodzi z Afryki, z obszarów Maroka. Do produkcji oprócz oleju z oliwek i ługu potasowego używa się również czarnych oliwek. Mydło to wygląda trochę jak pasta, trochę jak żel. Podobnie jak dudu osun wykazuje działanie oczyszczające i delikatnie złuszczające. Nie miałam okazji go stosować.

6. Szare mydło

Teraz pora wrócić z tych egzotycznych zakątków i do tego trochę cofnąć się w czasie. Historia najbardziej popularnego w okresie PRL-u mydła w Polsce rozpoczęła się w 1921 roku. Pierwotnie mydło to było miękkim mydłem potasowym, obecnie jest to mydło sodowe pozbawione barwników i substancji zapachowych. Produkowane pod marką "Biały Jeleń" przez firmę POLLENA Ostrzeszów oraz jako "Szare mydło" przez firmę Barwa. Oprócz formy tradycyjnej występuje też w płynie (i taką wersję z Barwy lubię najbardziej). Jest hipoalergiczne, może być stosowane również w celach gospodarczych. Warto dodać, że różnica pomiędzy produktami POLLENY a Barwy jest taka, że te pierwsze tworzone są na bazie łoju zwierzęcego (tak jak tradycyjne mydło szare) i tłuszczy roślinnych , natomiast produkty Barwy są wegańskie i bazują wyłącznie na tłuszczach roślinnych.


 "Szare mydło" w płynie to zdecydowanie nie jest klasyka gatunku, ale sprawdza się u nas lepiej niż oryginał.

7. Mydło galasowe



Nie wiem czy używacie tzw. "mydełek odplamiających"- to właśnie w większości mydła galasowe. U mnie sprawdzają się bardzo dobrze- chyba nie ma plamy, której nie udałoby mi się usunąć za pomocą tego małego, niepozornego produktu. Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się, co właściwie zawierają i czemu akurat w usuwaniu plam sprawdzają się znacznie lepiej niż inne naturalne mydła. Dopiero przygotowując ten wpis zaczęłam przeszukiwać Internet w poszukiwaniu informacji na jego temat... i przyznam, że chyba wolałam nie wiedzieć dokładnie jaka jest jego receptura. Okazuje się, bowiem, że tym "magicznym" składnikiem, który odpowiada za właściwości odplamiające jest... żółć. Co ciekawe, gdy natknęłam się na takie informacje, postanowiłam to sprawdzić wyszukując składy mydełek, które znam. I na przykład producent znanego mi mydełka Dr Reiner ("POLLENA" Ostrzeszów) w składzie zamieszczonym na stronie internetowej umieścił składnik: "substancja wspomagająca usuwanie plam"- bez dokładnego wyszczególniania. Ale już na stronie internetowej Rossmanna przy mydełku Domol taka informacja jest.




Jak jest u Was w łazienkach? Czy królują żele pod prysznic czy jednak używacie też mydeł w kostkach? Ja ostatnio jestem team mydło w kostce, więc podzielcie się w komentarzu sprawdzonymi produktami- niekoniecznie tymi "tradycyjnymi" ;)




Źródła:
https://www.marsylskie.pl/pl/c/MYDLA-MARSYLSKIE/59
https://www.ekologia.pl/kobieta/uroda/mydlo-marsylskie-wlasciwosci-sklad-i-zastosowanie-mydla-marsylskiego,24590.html
https://www.marsylskie.pl/pl/c/MYDLA-Z-ALEPPO/62
https://www.ekologia.pl/kobieta/uroda/mydlo-z-aleppo-dla-cery-z-problemami-i-tradzikiem-mydlo-aleppo-jakie-wybrac,22513.html
https://www.ekologia.pl/kobieta/uroda/mydlo-kastylijskie-wlasciwosci-sklad-i-zastosowanie-mydla-kastylijskiego,24450.html
https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,16148960,Dudu_Osun___czarne_mydlo_z_Afryki.html?disableRedirects=true
aptekagemini.pl/poradnik/uroda/savon-noir-wlasciwosci-czarnego-mydla/
https://biotechnologia.pl/kosmetologia/szare-mydlo-produkt-o-wielu-zastosowaniach,17307
https://pollena.com.pl/blog/sprawdz-co-nowego-u-nas/kultowe-mydlo-bialy-jelen
https://sklep.barwa.com.pl/
https://www.rossmann.pl/Produkt/Odplamiacze-i-wybielacze/domol-mydlo-odplamiajace-100-g,268698,8329


19 kwietnia

Marka, którą warto poznać- flagolie

Marka, którą warto poznać- flagolie
Tegoroczna Wielkanoc była zupełnie inna- przeżywana duchowo w domu i bez spotkań rodzinnych. Myślę, że wiele z Was stanęło przed trudnym zadaniem zorganizowania po raz pierwszy Świąt. Tak też było i w naszym przypadku, bo zrezygnowaliśmy z wyjazdu do Rodziców. Muszę przyznać, że siedzenie w domu na "narodowej kwarantannie" sprawiło, że kompletnie straciłam rachubę czasu i Wielkanoc omal mnie nie zaskoczyła :)

Jedną z rzeczy ogarnianych na ostatnią chwilę były dekoracje na nasz wielkanocny stół. Ważnym elementem jest świeca- jako symbol Światłości Świata. Ale bez względu na to, czy stawiamy świecę na stole w celu dekoracyjnym, czy też symbolicznym warto, by była ona dobrej jakości- ładnie się paliła i nie zawierała zbędnych, szkodliwych dodatków. Chciałam, żeby była to świeca z wosku sojowego, ale w tradycyjnej formie walca, a nie zapachowa w szkle, jakich jest teraz najwięcej. I tak trafiłam na stronę flagolie, na której znalazłam dokładnie to, czego szukałam. Zamówiłam dwie świece naturalne sojowe bezzapachowe i jakież było moje zdziwienie, gdy otwierając przesyłkę znalazłam tam dodatkowo malutką świecę zapachową w szkle :) Już myślałam, że dodałam ją do koszyka przez pomyłkę, ale okazało się, że to taki miły dodatek od firmy, bo nie znalazłam jej w swoim zamówieniu :)





Jak już kiedyś pisałam w poście o świecach- świece sojowe palą się dłużej niż parafinowe, wosk sojowy jest bardziej przyjazny dla środowiska. Moja świeca chociaż na początku paliła się lekko nierówno to teraz już praktycznie tego nie widać. Bardzo polecam te świece, jeśli szukacie alternatywy dla parafiny, ale w takiej właśnie klasycznej formie.



Co do niespodzianki, którą wysłał mi producent. To świeca o nazwie IRRESISTIBLE, czyli nieodparty. Na stronie producenta tak jest opisana:

To zapach obok, którego nie sposób przejść obojętnie. Mocny, intensywny zapach, w którym wyczujesz drewno sandałowe, wanilię jako bazę świecy, którą przełamaliśmy kwiatowymi esencjami róży, jaśminu i odświeżyliśmy dodając limonkę, mandarynkę i cyprys. IRRESISTIBLE to propozycja świecy sojowej dla osób, które lubią orzeźwiające, świeże tony połączone ze słodyczą, subtelnością drewna sandałowego.



Ja jeszcze nie miałam okazji jej zapalać, ale nawet niezapalona przyciąga uwagę swoim zapachem, który mi osobiście, nie wiem dlaczego, ale bardzo mocno kojarzy się z Hiszpanią, takim hiszpańskim domem :) Jest intrygujący, nieprzesłodzony, przyciąga uwagę. Polecam zajrzeć na stronę flagolie, może znajdziecie tam coś dla siebie.

Miłego dnia!


05 kwietnia

DIY- Domowa maska regenerująca do dłoni ze składników, które prawdopodobnie macie w kuchni

DIY- Domowa maska regenerująca do dłoni ze składników, które prawdopodobnie macie w kuchni
Częste mycie rąk nie najlepiej wpływa na wygląd i stan skóry dłoni. Nie wiem jak u Was, ale moje dłonie w ostatnim czasie są bardzo, bardzo przesuszone i podrażnione. Nie zawsze mamy możliwość nałożenia kremu (choć teoretycznie powinno się to robić po każdym myciu), więc warto raz na jakiś czas nałożyć na nie coś odżywczego na dłuższą chwilę. Dzisiejszy przepis jest bardzo prosty, wszystkie składniki znalazłam w kuchni. Niech to będzie mała inspiracja do tworzenia receptur z tego, co mamy w domu. Nie zawsze od razu trzeba biec do sklepu :) Bohaterem dzisiejszego przepisu jest siemię lniane.

Regenerująca maseczka do dłoni na bazie kisielu z siemienia lnianego

Składniki:

  • 2 łyżeczki siemienia lnianego
  • 1 szklanka wody
  • 1 łyżeczka oliwy z oliwek (lub innego oleju który mamy w domu; dodałam olej z pestek winogron)
  • 1 łyżeczka miodu

Opcjonalnie można dodać 2-3 krople wit. E, odrobinę ulubionego hydrolatu (ja dodałam różanego, ale może być też na przykład lipowy, bławatkowy, czy każdy inny o działaniu nawilżającym, łagodzącym).


Przygotowanie żelu z siemienia lnianego

1 łyżeczkę nasion lnu zalewamy 0,5 szklanki wody i gotujemy na niedużym ogniu około 8-10 minut od zagotowania. Im dłużej gotujemy tym konsystencja żelu bardziej kleista. Po tym czasie gorący ekstrakt odcedzamy i pozostawiamy do wystudzenia.




Około 2 łyżki przestudzonego żelu (mniej więcej tyle, konsystencja utrudnia dokładne odmierzanie) mieszamy z resztą składników i nakładamy na dłonie. Dłonie owijamy folią/ woreczkiem foliowym (tak, nie jest to bardzo eko rozwiązanie, ale nie mam pomysłu co zamiast folii? może ewentualnie bawełniana, cienka ściereczka?) i pozostawiamy na 15- 20 minut. Po tym czasie wmasowujemy maskę w dłonie, a nadmiar delikatnie spłukujemy wodą, bo zawarty w przepisie miód sprawia, że dłonie niestety się kleją. Najlepiej użyć wody przegotowanej, ale nie jest to konieczne. Dokładnie, ale delikatnie wycieramy ręce do sucha. Zamiast nakładać maskę na dłonie możemy ewentualnie zanurzyć je w miseczce z kosmetykiem.


Na zdjęciu poniżej stan mojej skóry przed nałożeniem maski,

a tutaj już efekt po.


Skóra na moich dłoniach jest naprawdę w kiepskiej formie. Po 15 minutach zauważyłam przede wszystkim złagodzenie podrażnień i zaczerwienia. Skóra stała się bardziej miękka. Jednorazowe nałożenie na pewno nie wystarczy, by nawilżyć bardzo suche dłonie, ale widocznie poprawia ich wygląd. Ilość ugotowanego kisielu z siemienia jest wystarczająca, żeby powtórzyć aplikację. Należy przechowywać go w lodówce i zużyć w ciągu kilku dni. Podobno dobrze działa też jako odżywka do włosów, ale tego jeszcze nie sprawdzałam :) 

27 stycznia

Marka, którą warto poznać- hagi cosmetics

Marka, którą warto poznać- hagi cosmetics


Pierwsze moje zetknięcie z produktami tej firmy to kupiony z myślą o wakacjach multikrem wakacje na Bali. Minimalistyczna szata graficzna, intrygująca nazwa i chwilę później krem był mój. Sprawdził się idealnie podczas wakacji z plecakiem w górach i nad morzem. Do twarzy i do ciała. Dla mnie i Męża. Skończył się idealnie tuż przed powrotem. Prosty skład, delikatny zapach, lekka konsystencja, wygodne, poręczne opakowanie. Mój wakacyjny ulubieniec.
źródło: hagi.com.pl

Kolejnym produktem, po który sięgnęłam był balsam do ciała z olejem konopnym i masłem cupuacu. Co mogę powiedzieć o tym produkcie? Na pewno nie jest to taki mój ulubieniec jak balsam od Resibo. Produkt jest raczej lekki- nawilża, ale nie natłuszcza. Wydaje mi się, że lepiej sprawdzi się latem. Minusem jest opakowanie z pompką. Końcówkę produktu ciężko wydobyć z opakowania, co przy niewielkiej pojemności (200ml) jest sporą stratą.


Ostatnio skusiłam się na kostkę mydła z olejem z wiesiołka. Dobrze mi się go używało, choć dość szybko się skończyło. Być może wrócę jeszcze do tego mydła, bo ostatnio polubiłam się z mydłami w kostce :)


Hagi to kosmetyki o bogatych, ciekawych składach i nienachalnych zapachach. Opakowane w proste, minimalistyczne opakowania. Można je przeoczyć na kolorowych sklepowych półkach. Ale to właśnie ich prostota i uniwersalność sprawia, że mam ochotę testować kolejne produkty. Polecam wypróbować, zwłaszcza fankom minimalizmu, choć są produkty lepsze i gorsze. Z drugiej strony może coś, co nie do końca u mnie się sprawdziło sprawdzi się u Was? :)


Copyright © 2016 Naturalnie, że zadbana , Blogger